testował: Mikołaj Służewski
Długo wyczekiwany, głośno zapowiadany i historycznie zakotwiczony wzmacniacz, noszący podpisy dwóch bardzo ważnych postaci elektrycznego rocka – Slasha i Jima Marshalla – jest w końcu dostępny na światowym i polskim rynku. Furorę wśród gitarzystów robił jeszcze na długo przed swoją premierą – teraz wiemy już dlaczego.


Opis
Head jest oczywiście w pełni lampowy: w sekcji preampu użyto aż pięciu lamp ECC83, a w końcówce pracują cztery lampy 6550, co jest rozwiązaniem dość nietypowym, bo Marshalla kojarzymy przede wszystkim z EL34. AFD100 to konstrukcja jednokanałowa, posiadająca dwa wejścia o różnej czułości oraz dwa tryby brzmienia preampu: #34 i AFD. Pierwszy z nich bazuje na charakterystyce modelu JCM800, którego Slash używał w późniejszym okresie swojej kariery z GN’R. Drugi ma być repliką dźwięku, który gitarzysta po raz pierwszy „posadził” na taśmie podczas sesji nagraniowej „Appetite…”.
Regulacja barwy to tradycyjnie Bass, Middle, Treble oraz Presence, a wzmocnienie sygnału kontrolujemy potencjometrami Gain i Master. Ostateczną głośność możemy też regulować pokrętłem Power, które pozwala na płynne zmniejszenie mocy wzmacniacza do 0,1 W. Daje to nam możliwość korzystania z brzmienia w pełni rozkręconej końcówki bez miażdżącej ilości decybeli. Kolejnym udogodnieniem jest pętla efektów z regulacją poziomu na tylnym panelu, którą załączać możemy ręcznie lub za pomocą dostarczonego w komplecie footswitcha (jego drugi przycisk odpowiada za przełączanie brzmień #34/AFD).
Na panelu tylnym znajdziemy także cztery kontrolne diody lamp mocy, sygnalizujące ewentualną awarię, zanim będzie za późno. Ostatnim dodatkiem, tym razem dla osób bawiących się w samodzielną zmianę lamp, jest regulacja biasu. Wzmacniacz posiada też funkcję auto bias – jeśli przy włączaniu zasilania przytrzymamy w dół przełącznik FX Loop na panelu przednim, head sam dopasuje się do zainstalowanych w nim lamp.
Na koniec słówko o wyglądzie, którym wzmacniacz jednocześnie wpisuje się w marshallowską tradycję Plexi, z drugiej strony odróżniając się od całej reszty srebrnym panelem zamiast typowego złotego. Wizualne smaczki to napis „Slash” i charakterystyczna trupia czaszka w cylindrze po lewej stronie oraz delikatna grafika z wzorem skóry węża wyłaniająca się po prawej. Elegancko i stylowo.


Brzmienie
Z jaką gitarą najlepiej ogrywać taki wzmacniacz, jeśli nie z Les Paulem? Na szczęście mieliśmy jeszcze w redakcji testowany ostatnio model LP Studio 60s Tribute z przetwornikami P-90. Po podłączeniu gitary do wzmacniacza (z kolumną 2 × 12” Celestion) brzmienie początkowo wydawało mi się zbyt jasne (korekcja na godzinę dwunastą), ale po kilku drobnych ruchach gałkami sound zrobił się 1ełniejszy i mniej jaskrawy. Zacznijmy od tego, że AFD100 nie został stworzony do brzmień czystych tylko przesterowanych. Clean uzyskać można przy minimalnym poziomie gainu oraz skręceniu potencjometru głośności w gitarze. Pomoże również użycie wejścia numer dwa o mniejszej czułości. Przy ustawieniu pokrętła Gain na 1/4 skali swoje pazury pokaże już lampowy crunch.
Brzmienie w trybie #34 jest skupione wokół środkowych i górnych częstotliwości, co skutkuje ostrym, suchym atakiem i ogólną szorstkością, jakże pożądaną w muzyce rockowej. O ile przy graniu w pojedynkę taki rodzaj brzmienia może wydawać się zbyt cienki, jeśli chodzi o pasmo, to podczas gry z całym zespołem gitara jest dzięki niemu wyraźnie słyszalna, zajmując w miksie najodpowiedniejsze dla siebie miejsce. Jeśli jednak pragniemy czegoś bardziej potężnego, wystarczy przejść w tryb AFD, który otwiera przepustnicę niskich częstotliwości, dodatkowo zwiększając nasycenie przesteru. To brzmienie – pełne, z masywnym dołem, lecz niepozbawione ostrego ataku – spodobało mi się najbardziej. Nie potrafię wyobrazić sobie lepszej barwy do grania zadziornych riffów, akordowych ścian dźwięku czy dzikich, rozwibrowanych solówek. Dźwięki w trybie AFD kipią od alikwotów, po prostu żyją i swoją energią napędzają naszą kreatywność!
Przy całym swoim przesterowanym brudzie wzmacniacz brzmi bardzo czysto i cicho – mam tutaj na myśli nie głośność, ale brak przesadnego brumienia (a pamiętajmy, że korzystałem z przetworników jednocewkowych) w pauzach pomiędzy nutami, a także przejrzystość granych dźwięków, osiągniętą dzięki zawsze wyraźnemu atakowi. Wzmacniacz jest do tego bardzo czuły na artykulację, po prostu powala dynamiką.
Nie mogłem sobie odmówić sprawdzenia AFD100 z gitarą typu Tele wyposażoną w single o mniejszym poziomie sygnału wyjściowego i vintage’owym charakterze, a także z metalowym Explorerem z aktywnymi EMG. W pierwszym przypadku uzyskałem piękne, szkliste brzmienie, charakterystyczne dla klimatów pinkfloydowskich czy hendriksowskich. Z racji słabszych przystawek łatwiej było o clean, ocierający się nawet o brzmienie funkowe. Z drugiej strony tryb AFD i nieco wyższy poziom gainu dały świetny, power-bluesowy punch. AFD100 to wzmacniacz jak najbardziej hi-gainowy, więc sprawdzi się również w gatunkach metalowych, chociaż mam wrażenie, że z pasywnymi humbuckerami zabrzmi dużo lepiej niż z aktywnymi – bardziej soczyście i mięsiście.


Podsumowanie
Testowany wzmacniacz oferuje w zasadzie jedno brzmienie – w obrębie którego możemy oczywiście poruszać się poprzez zmianę dynamiki gry, głośności w gitarze czy samej gitary – ale za to jakie! Czy dzięki niemu zagramy jak Slash? I tak, i nie. Jeśli zależy nam na maksymalnym upodobnieniu się do naszego czarnowłosego idola, to nie ma lepszej drogi niż zaopatrzenie się w ten właśnie head (najlepiej z kolumną Marshalla na czterech głośnikach Celestion Vintage 30) oraz odpowiednią gitarę. AFD100 to jednak dużo więcej niż kopia mistrza w pigułce – to rewelacyjne brzmienie, które nie pozwala nam przerwać gry; ogromnie inspirujące, dzięki któremu zabrzmimy stylowo, ale i oryginalnie; wspomagające naszą kreatywność i pozwalające na pełną ekspresję naszej własnej muzycznej osobowości. Gdybym teraz szukał profesjonalnego wzmacniacza do grania muzyki zakorzenionej w tradycji gitarowego rocka, Marshall AFD100 byłby moim pierwszym i ostatnim wyborem. Nawet gdybym nie lubił Slasha. Ale czy można go nie lubić?
Specyfikacja
Lampy w przedwzmacniaczu: 5 × ECC 83
Lampy w stopniu mocy: 4 × 6550
Moc wyjściowa 100 W z płynną redukcją do 0,1 W
Kanały jeden z dwoma trybami brzmienia
Wejścia gitarowe 2 × jack (różny poziom czułości)
Regulacja wzmocnienia Gain, Master
Regulacja barwy Presence, Bass, Middle, Treble
Footswitch dwuprzyciskowy, w komplecie
Pętla efektów tak, z regulacją głośności
Wyjścia głośnikowe: 1 × 4, 1 ×8, 2 × 8, 1 × 16, 2 × 16 Ohm
Wymiary (W × S × G): 290 × 745 × 230 mm
Waga 22,4 kg
Dodatki: certyfikat autentyczności, pokrowiec na wzmacniacz, T-shirt Marshall
cena: 5 699 PLN
sprzęt dostarczył: Lauda Audio – www.lauda-audio.pl
strona producenta: www.marshallamps.com
Test ukazał się w lipcowym wydaniu magazynu TopGuitar (TG 7/2011).










