Strona główna Porady Doktor G Doktor G: Jak dopalić wzmacniacz lampowy?

Doktor G: Jak dopalić wzmacniacz lampowy?

9297
0
UDOSTĘPNIJ
Dallas Rangemaster 1965
Dallas Rangemaster 1965

Lista gitarzystów stosujących dopalanie swoich lampowych wzmacniaczy jest tak długa, że łatwiej wymienić tych, którzy  tego nie robią! Skąd wziął się pomysł dopalania lampowców?

W latach pięćdziesiątych, kiedy powstawały pierwsze znaczące konstrukcje wzmacniaczy do gitar, nie było rzecz jasna mowy o tym, aby dźwięk był przesterowany. Wzmacniacz miał wzmacniać czysty dźwięk gitary. Budowane w oparciu o lampy elektronowe bardzo proste konstrukcje posiadały często tylko jedno pokrętło – Volume, i niewielką moc rzędu kilku watów. Wystarczało to do zrównoważenia głośności małych akustycznych bandów, a nawet większych orkiestr.

Wraz z nastaniem ery rock’n’rolla wzmacniacz otrzymał nowe zadanie – grać głośniej! Pamiętajmy, że nie było wówczas idei nagłaśniania czegokolwiek na „przodach”, więc taki wzmacniacz na dużej arenie musiał naprawdę nieźle się napracować. The BEATLES swoimi VOX-ami często byli zmuszani do przebijania się przez głosy setek, a nawet tysięcy piszczących fanek. Wtedy to bardziej ekspresyjni gitarzyści zauważyli, że im głośniej grają wzmacniacze, tym dźwięk ich gitar bardziej się zniekształca, a charakter tego zniekształcenia daje się ciekawie wykorzystywać. Narodziła się nowa jakość – gitarowy przester, tutaj uzyskiwany jeszcze jedynie z lampowej końcówki mocy. Owo zniekształcenie dźwięku inspirowało coraz liczniejsze grono użytkowników gitary. Zauważyli oni też, że na przykład gitary Gibson z silniejszymi przetwornikami dają tego interesującego zniekształcenia więcej niż choćby gitary Fender mające przetworniki o niższym sygnale.

Jednakże rozkręcanie wzmacniaczy do ekstremalnych poziomów mocy skutkowało niekorzystnymi zmianami w charakterze dźwięku wynikającymi głównie z obniżającej się z każdą godziną użytkowania jakości lamp i głośników, w konsekwencji wpływającej na krótką żywotność wzmacniacza. No i robiło się nieznośnie głośno…

Zatem, jak zachować to, co interesujące, nie wykręcając gałki na maksa?

Z pomocą przyszli gitarzyści-konstruktorzy – Roger Mayer, Mike Matthews i Michael Laiacona.

Idea okazała się genialnie prosta. Trzeba było zwiększyć poziom sygnału gitary lub części jego pasma, zanim dotrze do wzmacniacza. Właśnie w tym celu już w latach 60. powstały pierwsze efekty typu booster realizowane na szeroko wówczas stosowanych tranzystorach germanowych. Podłączenie boostera zaowocowało efektem przesterowania pierwszego stopnia wzmacniacza – preampu.

Można było także sprawić, aby dźwięk miał podobny, zniekształcony charakter jeszcze przed wzmacniaczem, czyli zadbać o charakterystyczne obcięcie sinusoidy, które uzyskano poprzez duże wzmocnienie sygnału w połączonej parze tranzystorów germanowych. Taki układ o dużym wzmocnieniu przy zasilaniu 9 V nie był w stanie przenieść sygnału w czystej postaci i w konsekwencji obcinał wierzchołki amplitudy. Tak powstały pierwsze efekty typu fuzz odpowiedzialne za brzmienie uwielbiane i pożądane do dziś.

Naturalną koleją rzeczy była chęć zwiększenia ilości przesterowania. Amplitudę trzeba było obciąć jeszcze bardziej. Dokonano tego za pomocą tak zwanej obcinaczki diodowej domontowanej do boostera lub fuzza. W ten sposób światło dzienne ujrzały pierwsze efekty, które dały początek kostkom overdrive oraz distortion.

Obecnie konstrukcje lampowe pozwalają na uzyskanie bardzo głębokich przesterowań bez konieczności stosowania zewnętrznych boosterów czy fuzzów, kiedyś było to bardzo trudne. Dlaczego więc mimo to tak wielu gitarzystów wciąż stosuje małe kostki pod nogę, wpinając je przed pierwszy stopień swoich lampowych wzmacniaczy? Wszyscy oni zgodnie twierdzą, że przy odpowiednim zastosowaniu tranzystorowego preampu (typu np. booster, overdrive, distortion itp.) dźwięk zyskuje na jakości, staje się „grubszy”, a podczas solówek bardziej wyrazisty. Niejednokrotnie zauważyłeś pewnie, że ciężkie riffy grane na high-gainowych wzmacniaczach typu Mesa DR brzmią super, a solówkom granym na tych samych ustawieniach jakby czegoś brakowało. To jest właśnie jeden z powodów, dla których warto dopalić wzmacniacz.

Co daje dopalanie?
Lampa ze swej natury posiada zdolność do lepszego wzmacniania parzystych harmonicznych (składowych dźwięku), a szczególnie drugiej harmonicznej, która dla ucha ludzkiego jako konsonansowa jest bardzo przyjemnie postrzegana. Tranzystor przejawia cechę odwrotną, lepiej mu z nieparzystymi.

Dużo parzystych harmonicznych znajduje się w dźwięku „generowanym” za pomocą kwartowokwintowych gitarowych riffów, natomiast mniej ich w pojedynczych dźwiękach solowych, stąd też na lampie riffy brzmią potężniej. Te dwa elementy, czyli parzyste i nieparzyste harmoniczne, potrafią się dopełniać właśnie poprzez „dopalanie” lampy tranzystorem. Poza tym większy poziom sygnału podawanego do lampy zmusza ją do większej saturacji, co w konsekwencji daje „grubszy” dźwięk.

Czym dopalać?
Z grubsza możemy wyróżnić cztery najpopularniejsze
kategorie kostek dopalających:

1. BOOSTER
Jego użycie skutkuje brzmieniem neutralnie przesterowanej lampy. Efekty tego typu pozbawione są wszelkich regulacji typu Tone. Mamy do dyspozycji jedną gałkę do regulacji wzmocnienia. Nie posiadają też tzw. obcinaczki diodowej. Niekiedy dobudowane wewnątrz układy filtrów RC pozwalają na podbijanie wybranych fragmentów pasma jak np. treble booster. Booster zapoczątkował rozwój elektroniki aktywnej. Z założenia efekt ten powinien przenosić wzmocniony sygnał w czystej postaci.

2. FUZZ
Znany ze swego surowego charakteru brzmienia. Jeżeli zależy nam na pierwotnym, vintage’owym brzmieniu gitary, powinniśmy sięgnąć po któryś z efektów z tranzystorami germanowymi.
Dołożenie do fuzza obcinaczki diodowej zaowocowało nasyceniem dźwięku dodatkowymi harmonicznymi, stąd była już prosta droga do efektów typu overdrive.

3. OVERDRIVE
Wielu gitarzystów nie było zadowolonych ze swoich wciąż bzyczących fuzzów. Krokiem naprzód była najliczniejsza dziś grupa efektów, których protoplastą był kultowy Ibanez TS 808. Ten efekt przeszedł niezliczoną ilość modyfikacji.
Brzmienie overdrive’ów posiada bardziej zaokrągloną górę i charakteryzuje się zdecydowanie mniejszym „bzykiem”. Z założenia mają one jak najbardziej zbliżyć się swoim charakterem do lampy. Między efektami overdrive a distortion jest bardzo cienka granica. Generalnie te drugie oferują większy gain i większy poziom przesterowania. Na szczególną uwagę zasługują nowsze konstrukcje overdrive’ów, takie jak Xotic BB, Fulltone OCD, T-Rex Michael Angelo czy Fulltone GT-500.

4. DISTORTION
Drapieżność fuzza połączona z okrągłością overdrive’u. Efekty distortion dysponują z reguły największym gainem. Rozwój muzyki metalowej zaowocował bardzo ciekawymi konstrukcjami małych stompboxów, wśród których prawdziwą rewelacją ostatnich lat jest MXR Fullbore Metal – urządzenie o znakomicie rozbudowanej korekcji. Stare konstrukcje distortionów, jak Pro Co RAT czy DS-1, to dzisiaj pewnego rodzaju idiom dźwiękowy, który sprawia, że nadal cieszą się ogromnym uznaniem. I to właśnie one znakomicie sprawdzają się jako dopalacze. Wszelkie kostki do ciężkiego grania w tej roli nie spisują się zbyt dobrze. Amplituda sygnału ulega w nich znacznemu obcięciu. Dodatkowo sygnał jest też poddawany dużej korekcji. Dla naszych potrzeb są to zabiegi mało użyteczne. Urządzenia tego typu posiadają zbyt małą możliwość kontroli dźwięku bez obcinania amplitudy. Taka ich natura.

Stara bateria
Być może zauważyłeś, że kiedy bateria jest częściowo rozładowana, twoja kostka przesterowująca działa jakby lepiej. Otóż ten paradoks polega na tym, że bateria, dając niższe napięcie zasilania, powoduje wcześniejsze obcinanie wierzchołków amplitudy, czyli tzw. clipping. Istnieją nawet modyfikacje pozwalające na symulowanie efektu rozładowanej baterii. Trzeba pamiętać, że stara bateria może być dobra dla przesterów. Dla efektów typu delay i chorus potrzebne jest właściwe zasilanie.

Alternatywy dla przesterów
Znakomitymi dopalaczami mogą okazać się również wszelkiego rodzaju aktywne equalizery. Mogą one podbijać różne zakresów częstotliwości, na ogół do +12 dB lub +15 dB. Dodatkowo posiadają też wzmocnienie całości sygnału. Pozwalają zatem na bardzo kreatywne kształtowanie brzmienia.

Możemy przyjąć, że każde urządzenie wzmacniające sygnał o przynajmniej 3 dB będzie skutecznym dopalaczem. Dla orientacji:
• +3 dB – sygnał wzmocniony dwukrotnie
• +6 dB – sygnał wzmocniony czterokrotnie
• +12 dB – sygnał wzmocniony szesnastokrotnie
• +15 dB – sygnał wzmocniony trzydziestokrotnie
• +20 dB – sygnał wzmocniony stukrotnie

Wszelka elektronika aktywna montowana w gitarze, odpowiednio wzmacniając sygnał, dopali nam również lampę. Pasywne przetworniki typu humbucker posiadają sygnał wyjściowy na poziomie do 500 mV, natomiast aktywne – np. EMG – sygnał do 2000 mV, czyli o 6 dB wyższy. Z pewnością jest to główna ich z zalet, dzięki czemu aktywne pickupy zyskały uznanie wśród gitarzystów metalowych.

Dla przykładu Kerry King w zasadzie nie stosuje kostek i można by pomyśleć, że nie dopala sygnowanego swoim nazwiskiem Marshalla JCM 800. Otóż nic bardziej mylnego! Kerry King używa w swoich gitarach aktywnych pickupów EMG z zamontowanym dwudziestodecybelowym boosterem!

Takie rozwiązanie stosowała w czasach rozkwitu thrash metalu firma Jackson, która w wielu modelach montowała specjalny gain booster, właśnie z myślą, aby podbijając sygnał gitary, wycisnąć więcej z lampowych wzmacniaczy. Był to czas, kiedy dynamicznie rozwijały się wszelkie konstrukcje mające na celu zwiększenie i poprawienie jakości przesterów.

Odkręcanie gałek na maksa wcale nie oznacza więcej!
Zbytnie podbicie sygnału przed pierwszym stopniem wzmacniacza owocuje znacznym zwiększeniem szumów i pojawianiem się sprzężeń zwrotnych. Dźwięk staje się niemożliwy do kontrolowania i zamiast „mięsa” mamy szum, bzyk oraz gwizdy. Wskazane jest umiarkowanie w ustawieniach zarówno efektu, jak i wzmacniacza.

Przykłady gitarzystów używających efektów dopalających, czyli kto i czym?

  • Jimi Hendrix – m.in. Roger Mayer Fuzz
  • Stevie Ray Vaughan – Ibanez TS-9, TS 808
  • John Scofield – Pro Co RAT Distortion
  • Joe Satriani – BOSS DS1, ostatnio VOX Satchurator
  • Andy Timmons – Xotic BB Preamp
  • Steve Vai – MXR Distortion, Boss Super Overdrive
  • Mark Tremonti – T-Rex Michael Angelo Batio Overdrive Guitar Pedal
  • Brian May – miłośnik wszelkich treble boosterów
  • John Frusciante – BOSS DS1, DS2, Electro-Harmonix Big Muff Pi
  • Zakk Wylde – MXR ZW-44 Wylde Overdrive Pedal
  • Dimebag Darrell – MXR ZW-44 Wylde Overdrive Pedal

Czy można dopalić tranzystor?
Rzecz jasna nikt nam tego nie zabrania. Jak najbardziej zachęcam do eksperymentów, lecz szybko odkryjemy, że z tranzystorem jest inaczej – niestety gorzej. Wynika to z faktu, że tranzystor nie najlepiej znosi przesterowanie, czyli stan, kiedy zadana wartość amplitudy wyjściowej jest większa od możliwości układu wzmacniającego. Zmiany, jakie zachodzą w dźwięku, postrzegamy na ucho jako niezbyt przyjemne.

Nie oznacza to, że za pomocą odpowiednio skonfigurowanych stopni wzmacniających nie da się wykreować dobrego jakościowo tranzystorowego przesteru. Wielu gitarzystów stosuje szeregowo kostki, dopalając je nawzajem. Rzecz jasna jest to dopalanie innego rodzaju. Opierając się o tranzystory, należy zdecydowanie unikać przesterowania w stopniach mocy! Jest to sytuacja odwrotna do lampowych konstrukcji, gdzie znaczna część charakteru dźwięku pochodzi właśnie z końcówki.

Ciekawym przykładem jest gra Dimebaga Darrella, który swoje studyjne brzmienie na każdej z wydanych płyt zawdzięczał w pełni tranzystorowym wzmacniaczom Randall. Brzmienie uzyskiwał, stosując różne techniki np. mikrofonowania i korekcji dwóch niezależnych wzmacniaczy. Dopiero pod koniec swej, niestety, krótkiej kariery odnalazł nowe brzmienie w lampowych konstrukcjach firmy Krank.

Podsumowanie
Lista urządzeń mogących posłużyć jako dopalacze jest ogromna. Należy raczej unikać kostek z dużym przesterem, pamiętając, że ostateczne przesterowanie ma nastąpić na lampie. Przy kostkach z obcinaczką diodową (a więc typach overdrive i distortion) możliwe jest dodatkowo uzyskanie większego pozornego sustainu.

Wszystko jest rzecz jasna sprawą umowną i ostatecznie decyduje nasze ucho i wyczucie estetyki. Muzyka jest dziedziną, gdzie aby odnaleźć właściwy środek ekspresji, zmuszeni jesteśmy do ciągłych poszukiwań, również sprzętowych. Nawet najgorsze tranzystorowe urządzenia w rękach artysty znajdą zupełnie nowe oblicze i jakość. Kto powiedział, że ordynarny bzyk nie może być kreatywny? Lampowe konstrukcje chętnie poddają się eksperymentom z dopalaniem, do czego gorąco wszystkich zachęcam.

Uwaga!

Pamiętajmy tylko o zdrowym umiarze i rozsądku, by zamiast dopalić czegoś nie spalić!

Artykuł, obejmujący trzy odcinki porad, ukazał się w numerach lipcowym, sierpniowym i wrześniowym TopGuitar w 2010 roku.


---------------------------------------------------------------------------

Najnowszy drukowany numer TopGuitar możesz kupić online:

sierpniowe wydanie TopGuitar (TG 08/2017).


Lub ściągnij wydanie na tablet/smartfon:
iOS: http://topguitar.pl/ios/
Android: http://topguitar.pl/android/


Zamów prenumeratę w promocji: http://topguitar.pl/sklep/

----------------------------------------------------------------------------