Fender wycofuje się z atakowania małych lutników, a CEO firmy przyznaje, że kampanię prawną można było przeprowadzić lepiej. Jednocześnie koncern informuje, że zawarł już porozumienia z 18 producentami, którzy mają zmienić konstrukcje swoich gitar.
Fender przyznaje: „Mogliśmy zrobić to lepiej”
W maju 2026 roku Fender wysłał serię pism typu cease and desist do producentów gitar, których instrumenty – zdaniem firmy – zbyt mocno kopiowały charakterystyczny kształt Stratocastera. Na liście znalazły się zarówno niewielkie, butikowe pracownie, jak i duże marki, między innymi Yamaha, PRS oraz Harley Benton.
Reakcja gitarzystów i branży była bardzo krytyczna. Wielu muzyków wskazywało, że kształt Stratocastera od dekad funkcjonuje jako jeden z podstawowych języków projektowania gitar elektrycznych, a próba objęcia go ochroną prawną może uderzyć nie tylko w kopistów, lecz także w całą kategorię instrumentów typu S.
W pierwszym publicznym wywiadzie od rozpoczęcia kampanii, udzielonym Bloombergowi, CEO Fendera Bud Cole przyznał, że firma nie przeprowadziła całej operacji idealnie:
Jest dla mnie jasne, że to nas wyprzedziło – proces prawny nas wyprzedził – i mogliśmy zrobić to lepiej
Cole twierdzi jednocześnie, że Fender zmienił obecnie kierunek działań. Firma ma koncentrować się przede wszystkim na dużych producentach, a nie na małych, butikowych pracowniach.
Jesteśmy teraz bardzo, bardzo skoncentrowani wyłącznie na dużych producentach. W ogóle nie skupiamy się już na butikowych konstruktorach… Nie skupiamy się na małych producentach
60 firm otrzymało pisma, 18 podpisało porozumienia
Według informacji Bloomberga łącznie około 60 firm otrzymało od Fendera pisma dotyczące naruszenia praw. Po raz pierwszy potwierdzono również, że wśród adresatów znalazły się Schecter oraz Ernie Ball Music Man.
Nie wiadomo oficjalnie, których modeli dotyczyły pisma, potencjalnie chodzić może między innymi o sygnowany przez Nicka Johnstona model Schectera oraz gitarę Cutlass marki Ernie Ball Music Man.
Fender przekonuje, że jego kampania przynosi już konkretne efekty. Firma ma obecnie prowadzić rozmowy z 32 producentami, a 18 z nich podpisało porozumienia. Nazwy tych firm nie zostały ujawnione. Wiadomo natomiast, że zgodziły się one zaprzestać produkcji gitar zbyt mocno przypominających Stratocastera i przeprojektować swoje instrumenty.
Cole opisuje to następująco:
Zgodzili się przestać robić Stratocastera, obrać inny kierunek i przeprojektować konstrukcję
Nie oznacza to jednak, że wszyscy adresaci pism rozpoczęli współpracę z Fenderem. Przykładem jest LsL Instruments, rodzinna firma produkująca gitary Saticoy. Pracownia rzeczywiście przygotowała zmodyfikowaną wersję swojego instrumentu, ale – jak wynika z informacji Guitar World – był to ruch wyprzedzający, a nie efekt wspólnego projektu z Fenderem. LsL i inne firmy reprezentowane przez prawnika Rona Bienstocka miały nie otrzymać od Fendera żadnej dalszej wiadomości.
Bud Cole nie definiuje precyzyjnie, czym z prawnego punktu widzenia jest Stratocaster. W rozmowie z Bloombergem opisuje go jako konstrukcję „rozpoznawalną” i „unikatową”, ale jednocześnie przyznaje, że dokładne wyznaczenie granicy między inspiracją a kopiowaniem jest wyjątkowo trudne.
To właśnie ten problem stanowi sedno całej sprawy. Czy ochronie podlega konkretny, historyczny projekt? Czy również ogólna koncepcja gitary z dwoma wycięciami, trzema przetwornikami i charakterystyczną płytą maskującą? A może tylko określone proporcje, detale i sposób połączenia poszczególnych elementów?
Na razie Fender nie daje na te pytania jednoznacznej odpowiedzi.
Duzi producenci nadal na celowniku
Zmiana strategii nie oznacza końca sporu. Fender pozostaje w konflikcie prawnym z firmą Thomann, właścicielem marki Harley Benton. Koncern zarzuca niemieckiemu gigantowi naruszenie praw do charakterystycznego wzornictwa Stratocastera.
Wcześniej Fender wysłał również pisma do Yamahy i PRS. Yamaha potwierdziła, że znalazła się wśród adresatów, natomiast PRS publicznie sygnalizował, że nie zgadza się ze stanowiskiem Fendera.


