Metalowy festiwal „wyrzucony” z miasta, politycy kontra artyści i konstytucja w tle – historia Sun Dies Festival to gotowy scenariusz na jeden z najgłośniejszych konfliktów muzycznych tego roku. Impreza, która miała odbyć się w Dobrym Mieście, po fali krytyki została przeniesiona do Olsztyn. I choć zmiana lokalizacji miała zakończyć temat, w praktyce dopiero go rozpaliła.
Wszystko zaczęło się od sprzeciwu części radnych z Dobrego Miasta, którzy uznali, że Sun Dies Festival może „negatywnie wpływać na lokalną społeczność” i promować treści sprzeczne z wartościami chrześcijańskimi. Na celowniku znalazł się m.in. Patriarkh, którego sceniczny wizerunek – pełen odniesień do symboliki religijnej – wywołał największe kontrowersje.
Radny Jakub Wilk nie owijał w bawełnę, zarzucając zespołowi propagowanie satanizmu i „bluźniercze widowiska”, określane przez samych muzyków jako czarne liturgie. W efekcie presja była na tyle duża, że organizatorzy zdecydowali się wycofać z pierwotnej lokalizacji.
Ale to nie koniec historii – tylko początek jej drugiej, jeszcze głośniejszej części.
Po przeniesieniu wydarzenia do Olsztyna do akcji wkroczyła działaczka PiS, która postanowiła uderzyć w festiwal argumentem… konstytucyjnym. W swoim piśmie powołała się na preambułę Konstytucji RP, wskazując na wartości takie jak „prawda, dobro i piękno”.
W jej ocenie impreza nie tylko ich nie promuje, ale wręcz stoi z nimi w sprzeczności:
Trudno uznać występy większości zespołów za promujące wartości wskazane w Konstytucji
Preambuła nie jest żadnym przepisem, na podstawie którego można zakazać wydarzenia. To raczej deklaracja ideowa niż narzędzie prawne. Mimo to sprawa momentalnie nabrała politycznego ciężaru i zaczęła żyć własnym życiem.
Na chwilę obecną fakty są takie: Sun Dies Festival nie tylko nie został odwołany, ale ma już nowy, konkretny termin i zaplecze organizacyjne. Impreza odbędzie się 22 sierpnia 2026 roku w olsztyńskim amfiteatrze, a bilety trafiły już do sprzedaży. Co więcej, wydarzenie wspiera Miejski Ośrodek Kultury, a władze miasta otwarcie przyjęły festiwal pod swoje skrzydła.
Ale jest jeszcze jeden, bardzo przewrotny efekt tej afery: Im więcej protestów i medialnego szumu, tym większe zainteresowanie festiwalem. Sun Dies Festival, który wcześniej funkcjonował raczej w niszy, nagle trafił do ogólnopolskiej debaty. I tu pojawia się pytanie, które wisi nad całą sprawą: czy próby blokowania takich wydarzeń naprawdę je zatrzymują. czy tylko robią im najlepszą możliwą promocję…?
Czego dowodem jest niniejszy artykuł.












