Pat Metheny należy do tej niewielkiej grupy muzyków, których można słuchać przez całe życie i za każdym razem odkrywać coś nowego. Jedni przychodzą na jego koncerty dla kompozycji. Inni dla improwizacji. Jeszcze inni dla charakterystycznego brzmienia, którego od dekad nie da się pomylić z żadnym innym gitarzystą na świecie. Tegoroczna trasa Side-Eye III+ daje jednak jeszcze jedną okazję – możliwość obserwowania warsztatu jednego z największych muzyków naszych czasów z bliska. A jest na co zwracać uwagę.
Najnowsza odsłona projektu nosi nazwę Side-Eye III+ i ten niewielki znak plus ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. Pierwotnie Side-Eye funkcjonował jako trio. Kiedy jednak Metheny zaczął pracować nad nowym materiałem, uznał, że muzyka domaga się szerszej palety brzmień. Do podstawowego składu dołączyło więc kilkunastu dodatkowych muzyków, w tym wokaliści, instrumentaliści i sekcja perkusyjna. W efekcie powstało najbardziej rozbudowane wcielenie projektu w jego historii.
Oto pięć wspomnianych rzeczy, które warto śledzić podczas czerwcowych koncertów w Polsce.
Gitara
Przez lata Pat Metheny był kojarzony z syntezatorami gitarowymi, zaawansowaną elektroniką i technologiami wyprzedzającymi swoją epokę. Tymczasem jedną z najciekawszych gitar w jego obecnym arsenale jest Ibanez PM3C – model inspirowany brzmieniem pionierów elektrycznej gitary jazzowej (a konkretniej, jego ukochaną gitarą typu Slaman). To paradoks typowy dla Metheny’ego. Jeden z największych innowatorów w historii gitary coraz częściej sięga po rozwiązania inspirowane początkami elektrycznego jazzu. PM3C jest dziś najważniejszym instrumentem kojarzonym z jego aktualnym okresem twórczości
Najbardziej charakterystycznym elementem instrumentu jest przetwornik nawiązujący do legendarnej konstrukcji Charliego Christiana. Dzięki niemu gitara zachowuje niezwykłą dynamikę i klarowność, a jednocześnie reaguje na artykulację niemal jak instrument akustyczny. W praktyce przekłada się to na wyjątkowo otwarte, dynamiczne i niezwykle „drewniane” brzmienie.
Jak brzmi gitarzysta, który jest legendą?
Większość gitarzystów oglądających koncert będzie zapewne czekać na szybkie przebiegi, spektakularne frazy i charakterystyczne melodie. Warto jednak zwrócić uwagę na coś innego – na ekonomię ruchu.
Metheny od dawna nie gra po to, żeby imponować techniką, choć tę cały czas posiada wyborną. Gra po to, żeby opowiadać historię. Niejednokrotnie kilka pozornie prostych dźwięków buduje większe napięcie niż najbardziej efektowna solówka. Pojawia się to w jego grze coraz częściej. Dodatkowo gdy spojrzymy na sposób, w jaki trzyma prawą ręką kostkę, przekonamy się, że posiada on jeden z najbardziej fenomenalnych (w sensie unikalności) i rozpoznawalnych stylów pośród gitarzystów.
To jedna z najcenniejszych lekcji, jakie można wynieść z jego koncertów.
Lider oddaje scenę młodszym muzykom
Projekt Side-Eye od początku miał być czymś więcej niż kolejnym zespołem firmowanym nazwiskiem lidera. Metheny stworzył go po to, by współpracować z młodszym pokoleniem muzyków i konfrontować własne pomysły z ich energią oraz spojrzeniem na współczesną muzykę. A zatem jednym z największych atutów Side-Eye III+ jest skład. Chris Fishman odpowiada za partie fortepianu i instrumentów klawiszowych, Joe Dyson za perkusję, Jermaine Paul za bas, a Leonard Patton wnosi do zespołu dodatkowy wymiar poprzez wokal i instrumenty perkusyjne.
Podczas koncertów tej trasy bardzo często można odnieść wrażenie, iż Metheny świadomie usuwa się w cień, by muzyka mogła zyskać nowy wymiar, by młodsi koledzy – instrumentaliści wnieśli do niej własny język i wizję interpretacyjną. Większość gitarzystów zna Pata Metheny’ego jako wirtuoza, kompozytora i autora charakterystycznego brzmienia. Na żywo można zobaczyć jeszcze jedną jego cechę – umiejętność słuchania. W projekcie Side-Eye najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie pomiędzy muzykami. W sposobie, w jaki reagują na siebie, budują napięcie, przejmują inicjatywę i oddają ją dalej.
To lekcja muzykalności na najwyższym poziomie, a jednocześnie przypomnienie, że prawdziwa wielkość nie polega na tym, żeby zawsze być w centrum uwagi. Relacje fanów z pierwszych koncertów tegorocznej trasy zgodnie podkreślają, że zespół funkcjonuje jak organizm, którego członkowie słuchają się nawzajem z niezwykłą uwagą.
Ile gitar mieści się w jednym występie?
Od dekad jednym ze znaków rozpoznawczych Metheny’ego jest umiejętność błyskawicznego przechodzenia między różnymi światami brzmieniowymi. Na jednym koncercie można usłyszeć klasyczne jazzowe hollow body, gitarę akustyczną, syntezator gitarowy, a także „rozwiązania strunowe”, które trudno jednoznacznie sklasyfikować. Efekt jest taki, że słuchacz momentami ma wrażenie obcowania nie z jednym gitarzystą, lecz z całym zespołem gitarzystów.
To właśnie dlatego jego koncerty pozostają tak interesujące nawet dla osób, które znają repertuar na pamięć.
Obserwuj prawą rękę
Jeśli mielibyśmy wynieść z koncertu tylko jedną lekcję gitarową, niech będzie nią wspomniana już obserwacja prawej ręki Metheny’ego. To właśnie tam kryje się ogromna część jego brzmienia. Atak kostki, sposób prowadzenia frazy, kontrola dynamiki i umiejętność wydobywania różnych kolorów z tego samego instrumentu sprawiają, że nawet pojedynczy dźwięk brzmi u niego inaczej niż u większości gitarzystów.
W czasach, gdy ogromną część dyskusji o gitarze pochłaniają wzmacniacze, procesory i efekty, koncert Pata Metheny’ego przypomina o czymś bardzo prostym. Najważniejszym elementem toru sygnałowego nadal pozostają ręce i „magic touch”, który dają.
Koncert, który warto zobaczyć więcej niż raz
Side-Eye III+ nie jest sentymentalną podróżą przez największe sukcesy kariery.
To projekt żywy, rozwijający się i pełen muzycznego ryzyka, choć zniwelowanego przez fakt, że panowie grają klasyczny materiał z całego dorobku Mistrza. Co szczególnie imponujące, stworzył go artysta, który mógłby dziś spokojnie odcinać kupony od statusu legendy. Zamiast tego Pat Metheny nadal eksperymentuje, nadal otacza się młodszymi muzykami i nadal szuka nowych brzmień. Dlatego właśnie czerwcowe koncerty będą czymś więcej niż spotkaniem z ikoną jazzu. Pat po ponad pięćdziesięciu latach kariery wciąż zachowuje ciekawość początkującego gitarzysty.
Jeżeli ktoś zastanawia się, czy warto zobaczyć Pata Metheny’ego po raz pierwszy – odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Jeżeli ktoś widział go już kilka razy – tym bardziej.














