W świecie edukacji muzycznej metronom jest niezbędnikiem, a równe granie jedynym z wyznaczników profesjonalizmu. Jednak na przełomie wieków, w dusznych salach Electric Lady Studios, grupa wizjonerów postanowiła ten porządek obalić. To krótka opowieść o tym, jak pozorny błąd stał się nowym standardem, a „pijany beat” J Dilli zmienił DNA współczesnego soulu i basu.
Neo-soul zrewolucjonizował nowoczesną sekcję rytmiczną, odchodząc od cyfrowej precyzji na rzecz „pijanego groove’u”, którego fundamentem są techniczne innowacje J Dilli. Przesunięcie werbla za bit (laid back) przy jednoczesnym wyprzedzaniu go przez stopę, powielane przez basistów takich jak Pino Palladino, uczyniło z „błędu” najwyższą formę feelingu, redefiniując rolę rytmu w muzyce. Artyści tacy jak Thundercat czy Mac Miller kontynuowali to dziedzictwo, udowadniając, że ludzki pierwiastek w rytmie jest wciąż najbardziej pożądanym elementem w produkcji muzycznej. Wątki te, w tym ewolucję brzmienia od Prince’a po współczesność, przybliżają liczne utwory dostępne w serwisie YouTube, w tym te z produkcji J Dilli czy występy Maca Millera. Pozwólmy sobie na krótką podróż, przez rewolucję J Dilla, która stała się prawdziwą rewolucją.
A wszystko zaczęło się od Prince’a. To on jako pierwszy pokazał, że maszyna perkusyjna (jak legendarny LinnDrum) nie musi brzmieć sztywno. Prince celowo przesuwał akcenty, tworząc unikalny, seksowny „swing”, który zainspirował młodego chłopaka z Wirginii – D’Angelo. Gdy w 1995 roku świat usłyszał „Brown Sugar” w wykonaniu tego ostatniego, stało się jasne: soul zyskał nowy rytmiczny kręgosłup.
Prawdziwy przełom nastąpił jednak, gdy do głosu doszedł producent, wielki J Dilla. Jego podejście do programowania na MPC3000 było niemal rewolucją kopernikańską. Dilla wyłączył funkcję quantize (automatyczne wyrównywanie do siatki) i stworzył schemat, który dziś analizują konserwatoria: stopa minimalnie przed bitem, a werbel wyraźnie spóźniony. Wszystko ma płynąć z duchem muzyki.
To nadanie maszynie ludzkiego błędu – tzw. micro-timing – sprawiło, że muzyka zyskała flow w stopniu wcześniej nieznanym. To nie był brak rytmu, to był wyższy poziom groove’u, który wymuszał na instrumentaliście zupełnie nowe podejście do timingu, artykulacji i wybrzmienia.
Kiedy legendarny Pino Palladino wszedł do studia z D’Angelo, musiał więc zapomnieć o wszystkim, czego nauczył się grając z Erikiem Claptonem czy The Who. D’Angelo i Questlove (doskonały perkusista, grający m.in. w The Roots) zmusili go do grania „za bitem”. Poradził sobie z tym doskonale i stworzył zupełnie nową szkołę gry na basie – otworzył bramę dla wszystkich późniejszych soulowych basistów, z Thundercatem na czele.
To tutaj dochodzimy do dygresji, którą trzeba zaakcentować. W świetle powyższego, kontrowersje wokół basisty Jeffa Berlina nagle są widoczne w innym kontekście. Berlin od lat grzmi, że ćwiczenie z metronomem to strata czasu, bo zabija muzykalność. Krytykują go za to wybitni basiści, m.in. Victor Wooten i Steve Bailey. Biorąc pod uwagę rewolucję Dilli, ta teza Berlina nabiera sensu. Pino, grając na swoim Precision Bass bez progów, musiał wyczuć puls, który nie był matematyczny, lecz biologiczny. Efektem był album Voodoo – basowy monolit, gdzie każda grana przez niego nuta ma ciężar ołowiu.
Ponieważ lecimy tu teleexpressem, przechodzimy do kolejnego etapu. Pałeczkę po Pino przejął wspomniany już Thundercat (Stephen Bruner). Wniósł on do nurtu neo-soul wyborną technikę, ale osadził ją w „dillowym” szaleństwie. Thundercat używa 6-strunowego basu Ibanez, by grać karkołomne przebiegi, które jednak idealnie „kleją się” z połamanymi bitami Flying Lotusa (producent i lider sceny w Los Angeles, który łączy te wszystkie postacie poprzez swoją wytwórnię i wizję artystyczną). To Thundercat pokazał, że można być wirtuozem, grając w środowisku, gdzie metronom wydaje się jedynie delikatną sugestią.
Tragicznie zmarły Mac Miller był brakującym ogniwem tej ewolucji. Na albumach Swimming i Circles zaprosił do współpracy Thundercata, Pino Palladino i młodego gitarzystę Toma Mischa, tworząc organiczne, bogate instrumentalnie kompozycje. Mac nie tylko rapował – on aranżował te utwory tak, by bas był równorzędnym głosem. Jego pośmiertne nagrania to dowód na to, jak bardzo nasiąkł szkołą Soulquarians (kolektyw, do którego należał D’Angelo, Erykah Badu czy J Dilla, stanowiący historyczny korzeń omawianego tu neo-soulowego środowiska).
………………………………………………..
Dzięki rewolucji, którą zapoczątkował J Dilla, język muzyczny basu i perkusji zmienił się na zawsze. Kontynuatorzy tacy jak Anderson .Paak, Free Nationals, Childish Gambino, czy nawet Kendrick Lamar, a także rzesze młodych instrumentalistów z L.A. udowadniają, że „pijany feeling” to dziś najżywsza tkanka nowoczesnej muzyki. Metronom może i mierzy czas, ale to człowiek decyduje, jak bardzo chce się spóźnić, by stworzyć prawdziwy soul.












