Okazuje się, że historia dołączenia Richie’ego Faulknera do Judas Priest mogłaby być… scenariuszem filmowej komedii pomyłek, ale z happy endem. W 2011 roku, gdy legendarny K.K. Downing niespodziewanie odszedł z zespołu po latach napięć i nieporozumień, kapela stanęła przed jednym z najtrudniejszych zadań w swojej karierze: znaleźć gitarzystę godnego jednego z najbardziej kultowych składów w historii heavy metalu.
Zamiast ogłaszać casting, Rob Halford, Glenn Tipton i reszta zespołu musieli działać po cichu. Jak zdradził Halford podczas tegorocznego Rock ’n’ Roll Fantasy Camp w Arizonie, nowego gitarzystę… znaleźli przez internet:
Znaleźliśmy go online. Musieliśmy być bardzo dyskretni i ostrożni. Przecież nie mogliśmy napisać: ‘Zespół heavy metalowy szuka gitarzysty.’ Ale kiedy Glenn i ja go zobaczyliśmy, powiedzieliśmy: ‘To jest ten facet’
Zespół postanowił więc skontaktować się z Faulknerem drogą mailową. Problem w tym, że młody gitarzysta – który wtedy grał m.in. z Lauren Harris (córką Steve’a Harrisa z Iron Maiden) – uznał wiadomości za żart lub spam.
Wysyłaliśmy mu maile, a on je usuwał, bo myślał, że to żart. Naprawdę wysłaliśmy mu sześć wiadomości. Kasował, kasował, kasował… Dopiero ktoś mu powiedział: ‘Hej, ty kasujesz maile od Judas Priest?’ A on na to: ‘Nie, to spam, stary, spam.’ – ‘Nie, naprawdę chcą się z tobą skontaktować!’
Na szczęście Faulkner w końcu ogarnął, że to nie spam, odpowiedział – i to zmieniło jego życie. Wkrótce spotkał się z zespołem w Londynie, gdzie szybko złapali wspólny muzyczny język. Halford kontynuował opowieść:
Już graliśmy, kiedy Richie przyjechał do Londynu. Pogadaliśmy chwilę – może dziesięć minut – a potem powiedziałem: ‘Zagrajmy po prostu’. W studiu Glenna ustawiliśmy mu wzmacniacz, a on zaczął grać. Spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy: ‘To jest ten gość.’”
Reszta to już historia – Faulkner zadebiutował z Judas Priest na trasie Epitaph Tour i od tamtej pory stał się jednym z filarów nowego wcielenia zespołu. Jego energia, młodzieńczy zapał i szacunek do klasycznego brzmienia sprawiły, że fani przyjęli go z entuzjazmem.
Choć trudno dziś wyobrazić sobie Judas Priest bez Faulknera, sam Halford przyznaje, że wszystko mogło potoczyć się inaczej – wystarczyłoby, by Richie usunął jeszcze jeden „podejrzany” e-mail.










