W 2016 roku w studiu 5150 w Kalifornii doszło do spotkania, które dziś ma już wymiar historyczny. Stuart Williams z magazynu Total Guitar rozmawiał z człowiekiem, który na zawsze zmienił sposób myślenia o gitarze elektrycznej – Eddiem Van Halenem.
To nie była rozmowa z nutą nostalgii. To był wgląd w umysł wynalazcy. W gościa, który brał dłuto i rył w nowej gitarze, smażył bezpieczniki w domu i przypadkiem odkrywał brzmienia, które dziś są fundamentem rocka. Wybraliśmy kilka ciekawych wątków z tego wywiadu, ktore pokazują, że legenda Edwarda Van Halena nie polegała na szybkości palców, lecz na bezczelnej ciekawości.
Ze wspomnianego wywiadu dowiadujemy się m.in., że zanim powstał słynny Frankenstein, zanim świat usłyszał „Eruption”, był chłopak z Pasadeny, który nie miał pieniędzy – ale miał obsesję:
Zaoszczędziłem pieniądze na dostarczaniu gazet przez dwa i pół do trzech lat i kupiłem moją pierwszą prawdziwą gitarę, czyli Goldtop Les Paul z 1968 roku z jednocewkowymi przetwornikami P-90. Więc co mam zrobić? Od razu zabieram dłuto! Ponieważ chciałem tam humbuckera!
Ta bezczelność zbudowała fundament pod hybrydę Gibsona i Fendera – gitarę, która dała początek całej erze „hot-rodded Strat”. Van Halen wspominał, że ludzie zachodzili w głowę, jak wydobywa tak potężny dźwięk z P-90. Edward nie czekał, aż rynek stworzy to, czego potrzebował. Jeśli coś nie istniało – budował to sam. Humbucker w Stracie? Dziś standard. Wtedy – wizja:
Ludzie mówili: ‘Jak on do cholery wydobywa ten dźwięk z P-90?!’ (…) Nie wiedzieli, że wsadziłem tam humbuckera!
Jeszcze ciekawszy był jego bój z tremolo:
Straty zawsze mają uchwyty strun, ja je usunąłem aby wyeliminować jakikolwiek inny czynnik, który powodowałby, że struna nie przesuwałaby się płynnie w przód iw tył. W rezultacie jeśli zbyt mocno uderzę w otwartą strunę, wyskoczy ona z rowka, więc musiałbym trzymać palec wskazujący po drugiej stronie siodełka, aby nie wyskoczyła! Uchodziło mi to na sucho – w klubowych czasach, przez całą pierwszą płytę i na żywo w trasie. W ten sposób używałem standardowego tremolo Fendera, dopóki nie zostało wprowadzone tremolo z blokadami
To nie był komfortowy setup. To była wojna o brzmienie.


Kolejny temat to także element rockowej mitologii – Variac, czyli transformator o regulowanym, zmiennym napięciu. Eddie obniżał napięcie w swoim Marshallu, bo był zbyt głośny i nie wytrzymywał pełnego zasilania. Sklepowy Variac stał się jego pokrętłem głośności:
To, co skłoniło mnie do obniżenia napięcia, to fakt, że kupiłem inną głowę Marshalla, nie zdając sobie sprawy, że jest to model europejski. Podłączam ją i kontrolka zaświeciła się naprawdę słabo. Czekam i czekam i nie słychać żadnego pieprzonego dźwięku! 'Cholera, zostałem oszukany!’ Więc po prostu odstawiam to i wracam godzinę lub dwie później. Biorę gitarę i jest naprawdę, bardzo cicha, ale brzmiała, jakby wzmak był rozkręcony do samego końca. Wtedy uświadamiam sobie: 'Cholera! To cholerstwo jest ustawione na 220 woltów!’
I wtedy w jego głowie zapaliła się żarówka:
Ding! Zastanawiam się, co się stanie, jeśli podłączę mój główny wzmacniacz do ściemniacza światła w domu?!
Efekt? Wysadzone bezpieczniki. Ale też narodziny jednego z najbardziej charakterystycznych brzmień w historii rocka:
Oczywiście, wywaliłem wszystkie bezpieczniki w domu, ponieważ podłączyłem go odwrotnie, ale kiedy się zorientowałem, poszedłem do sklepu z elektroniką i zapytał: 'Czy sprzedajecie przemysłowy typ regulatora napięcia?,’ a oni odpowiedzieli: 'Tak, proszę bardzo!’ Nazywano go Variac. Więc podłączam do niego swój wzmacniacz i voila. Mówiłem: 'Cholera jasna, to jest świetne!’. Obniżenie napięcia nie tylko zadbało o to, aby wzmacniacz się nie zatykał, ale także pozwoliło mi go poskromić i grać w dowolnym miejscu między 60 a 90 woltami, w zależności od wielkości pomieszczenia
Pod koniec rozmowy, odpowiadając na prośbę o poradę dla młodych gitarzystów, Eddie wraca do fundamentu swojej filozofii:
Oczywiście ciesz się robieniem tego, co robisz. Podsumowując, musisz kochać to, co robisz. Nie ma zasad. Myślę, że to zabawne, kiedy ludzie biorą udział w tych wszystkich zajęciach z teorii muzyki, tak właśnie jest. To teoria. Wiesz, że masz 12 pieprzonych nut, 13 to oktawa, więc rób z nimi, co chcesz. To naprawdę takie proste. Nie ma błędów: nazywam te przemijające nuty!











