W historii rocka nie brakuje gitarzystów, których temperament stał się równie legendarny jak ich muzyka. Chyba najbardziej znane są ekscentryczne wyskoki Ritchiego Blackmore’a, ale należą do nich także zachowania Michaela Schenkera, którego lata spędzone w UFO mogą budzić zarówno zachwyt, jak i zdziwienie. O kulisach pracy z niemieckim gitarzystą opowiedział niedawno perkusista tego zespołu Andy Parker, rzucając nieco światła na jego nieprzewidywalne zachowanie.
Historia Michaela Schenkera pokazuje coś, co w świecie rocka powtarza się od dekad: wielki talent często idzie w parze z równie wielkim temperamentem. Gitarzysta potrafił inspirować całe pokolenia muzyków, ale jednocześnie bywał nieprzewidywalny do tego stopnia, że potrafił odejść z zespołu… w środku trasy koncertowej.
Andy Parker podkreśla we wspomnianym wywiadzie, że mimo licznych historii krążących o Schenkerze, jego stosunek do gitarzysty pozostaje bardzo pozytywny (spisane przez rockcelebrities.net):
Po pierwsze powiem jasno: uwielbiam Michaela. To fantastyczny gitarzysta i naprawdę wspaniały człowiek. Ale czasami w życiu bywa tak, że sprawy prywatne zaczynają wpływać na życie zawodowe. U jednych zdarza się to częściej niż u innych. Ludzie są po prostu różni
Perkusista zaznaczył, że problem ten dotyczył wielu legend muzyki – i często wynikał z ogromnej presji związanej z życiem w trasie. Zdaniem Parkera branża muzyczna nie jest miejscem dla każdego, nawet jeśli ktoś ma ogromny talent:
Niektórzy po prostu nie są stworzeni do takiego życia. Weźmy choćby Elvisa Presleya – niesamowity talent, ale być może nie był stworzony do funkcjonowania w takim biznesie. To naprawdę trudna branża: ciągłe trasy, życie z dala od domu
Parker zwrócił uwagę na jeszcze jedną rzecz – w muzyce nie ma komfortu „zwolnienia lekarskiego”:
Czasami ktoś podejmuje zobowiązania, ale kiedy nadchodzi moment ich realizacji, okazuje się, że to nie jest właściwy czas. I nie możesz po prostu zadzwonić do biura i powiedzieć: mam przeziębienie, dziś zostaję w łóżku
Perkusista przywołał też niedawną sytuację, która dobrze pokazuje charakter Schenkera. Podczas jednego z koncertów w Mediolanie gitarzysta… opuścił scenę po zaledwie czterech utworach. Powód? Nie spodobała mu się reakcja publiczności.
Michael jest Michaelem. Wiecie, jest bardzo cienka granica między geniuszem a szaleńcem
To zresztą nie pierwszy raz, kiedy Schenker zaskoczył publiczność podobną decyzją – gitarzysta miał w przeszłości zwyczaj nagle znikać z tras lub koncertów, co w końcu doprowadziło nawet do jego odejścia z UFO w 1978 roku – Podczas trasy UFO w 1978 roku Schenker nagle opuścił zespół w trakcie tournée, co zmusiło grupę do dokończenia koncertów z gitarzystą Paulem Chapmanem…
Mimo wszystkich trudności lata 1972–1978, które Schenker spędził w UFO, uważa się dziś za jeden z najważniejszych okresów w historii hard rocka. W tym czasie powstały takie albumy jak „Phenomenon”, „Force It”, „Lights Out” czy kultowy koncertowy krążek „Strangers in the Night”. To właśnie wtedy charakterystyczne, melodyjne solówki Schenkera zaczęły wyznaczać standard dla kolejnej generacji gitarzystów hardrockowych i metalowych.
Sam gitarzysta niedawno postanowił wrócić do tego okresu, wydając album My Years with UFO, który upamiętnia 50-lecie jego pierwszej płyty z zespołem – Phenomenon z 1974 roku.












