Wielu uważa Roberta Frippa, współzałożyciela King Crimson, za jednego z najbardziej innowacyjnych gitarzystów w historii rocka progresywnego. I jest to oczywiście prawda, biorąc pod uwagę jego artystyczne dokonania. Ponieważ ostatnio pojawiła się informacja o tym, że King Crimson nagrywa pierwszą od ponad dwudziestu lat płytę, serwis Guitar World odkopał stare wywiady z Frippem. Dowiedzieliśmy się z nich m.in. tego, że pan Robert nie za bardzo cenił Claptona i Hendrixa…
Współtworząc King Crimson w 1968 roku, Robert Fripp zapoczątkował rewolucję w muzyce progresywnej. Już debiutancki album In the Court of the Crimson King uznawany jest za kamień milowy gatunku. Zamiast klasycznego rockowego grania – polifoniczne struktury, nieparzyste metra i psychodeliczna atmosfera.
W ciągu kolejnych dekad działalności King Crimson Fripp pozostał wierny swojej wizji. Płyty takie jak „Red” (1974) potwierdziły jego przywiązanie do muzycznej złożoności i niechęć do konwencji. To właśnie ta niezależność i gotowość do burzenia muzycznych schematów czynią jego krytykę innych gitarzystów bardziej zrozumiałą – choć bez wątpienia kontrowersyjną.
Eksperymenty Frippa wykraczały daleko poza King Crimson. Współpraca z Brianem Eno zaowocowała np. stworzeniem systemu Frippertronics, opartego na pętli taśmowej – rozwiązania, które odegrało ogromną rolę w muzyce ambient i eksperymentalnej.
Jednym słowem: gitarowy ekscentryk i geniusz. Nie za bardzo dziwi więc fakt, że Fripp nigdy nie darzył uwielbieniem ani Erica Claptona, ani Jimi’ego Hendrixa, ale dziwić może, że publicznie się o tym wypowiadał. W ponownie odkrytym wywiadzie, którego udzielił w 1974 roku magazynowi Guitar Player, Fripp powiedział m.in.:
Nigdy tak naprawdę nie słuchałem gitarzystów, bo mnie nigdy nie interesowali. Nie miałem wpływów Hendrixa i Claptona w taki sposób, w jaki większość ludzi by to przyznała
W szczególności jego opinia na temat Hendrixa odbiega od podziwu, z jakim zazwyczaj mówi się o autorze „Purple Haze”.
Nie uważam, że Hendrix był gitarzystą. Śmiem wątpić, czy w ogóle interesowało go samo granie na gitarze. Był po prostu człowiekiem, który miał coś do powiedzenia – i po prostu to mówił
Jeszcze ostrzej wypowiedział się o Claptonie, komentując zarówno jego młodzieńcze lata, jak i późniejszą karierę.
Clapton, moim zdaniem, jest głównie dość banalny, chociaż w młodości zrobił parę ekscytujących rzeczy z Mayallem. Widziałem Cream na żywo i pomyślałem, że byli wręcz okropni. To, co Clapton robił potem, uważam za wyjątkowo nudne
Te opinie ukazują nie tylko krytyczny stosunek Frippa do mainstreamowych ikon rocka, ale też jego własną filozofię artystyczną. Fripp nigdy nie próbował stać się wirtuozem w tradycyjnym rozumieniu – raczej skupiał się na tworzeniu nowatorskich struktur muzycznych i eksperymentowaniu z kompozycjami i brzmieniem.


