Można znać setki skal, mieć świetną technikę i potrafić zagrać najbardziej skomplikowaną linię basu. Ale według Willa Lee prawdziwy „skill” zaczyna się wtedy, gdy wiesz, kiedy… tego wszystkiego nie używać. Legendarny sideman przypomina, że rolą basisty jest przede wszystkim wspieranie muzyki w sensie fundamentów — i znalezienie granicy między dawaniem czegoś od siebie a schodzeniem z drogi innym muzykom.
Will Lee od ponad pięciu dekad należy do najbardziej rozchwytywanych basistów sesyjnych. Grał w bardzo różnych stylistykach — od rocka i popu, przez jazz i R&B, aż po muzykę telewizyjną. Na jego imponującym koncie znajdziemy współpracę m.in. z Ringo Starrem, Steely Dan czy Acem Frehleyem.
Dla szerokiej publiczności Lee pozostaje jednak przede wszystkim człowiekiem, który przez ponad trzy dekady był członkiem The World’s Most Dangerous Band w programie Late Night with David Letterman, a po przejściu programu do CBS w 1993 roku kontynuował pracę jako członek CBS Orchestra w The Late Show with David Letterman. Pozostał w programie aż do jego zakończenia w 2015 roku.
I właśnie doświadczenie muzyka, którego zadaniem przez lata było granie „dla programu”, świetnie tłumaczy jego podejście do basu.
Will Lee: prawdziwa robota basisty to wspieranie muzyki
W rozmowie z Jordim Pinyolem Lee w charakterystyczny dla siebie, autoironiczny sposób wyjaśnił, dlaczego prostota może być ogromną zaletą basisty (spisane przez Ultimate Guitar).
Wspaniałe w tym, że nie potrafię zbyt dobrze grać na basie, jest to, że dzięki temu pozostaję uczciwy i gram prosto
Chwilę później przeszedł do sedna:
To jest prawdziwa robota basisty: próbować grać tę wspierającą rzecz
Lee zwraca uwagę, że dobry muzyk cały czas balansuje pomiędzy chęcią wniesienia czegoś od siebie a potrzebą pozostawienia przestrzeni pozostałym.
Chodzi o to, żeby cały czas balansować na tej granicy: dostarczać coś od siebie, a jednocześnie coś wspierać. To właściwie niemal to samo. Ale po prostu próbujesz… nie chcesz, żeby było: »O, patrzcie, to ja jestem na tym tracku«. Ale jednocześnie chcesz być hojny i dać coś od siebie
W gruncie rzeczy to bardzo basowe i trochę dzisiaj zapomniane podejście do muzyki: nie chodzi o to, żeby linia basu była najbardziej efektowną rzeczą w utworze. Chodzi o to, żeby dzięki niej cały utwór był lepszy.
I właśnie tutaj pojawia się jedna z najtrudniejszych umiejętności basisty — wiedza, kiedy zagrać więcej, a kiedy zrobić krok w tył.
„Znajdź świetnego perkusistę i naucz się z nim zgrywać”
Lee podobną filozofię przedstawiał już wcześniej. W rozmowie z For Bass Players Only w 2021 roku radził początkującym muzykom, żeby… celowo otaczali się lepszymi od siebie.
Upewnij się, że jesteś najgorszym gościem w zespole i otaczaj się muzykami lepszymi od siebie, jeśli możesz ich znaleźć, bo to zawsze jest świetna zabawa i poprawia twoją grę — o ile mają wystarczająco dużo cierpliwości, żeby mieć cię w swoim otoczeniu
W przypadku basisty szczególne znaczenie ma oczywiście perkusista. Lee radzi, by znaleźć naprawdę dobrego bębniarza i nauczyć się z nim „zespalać”.
Postaraj się znaleźć świetnego, na przykład, perkusistę, zwłaszcza jeśli jesteś basistą. I naucz się z nim zgrywać, koncentrować się na tym, jak ta osoba czuje rytm. Spróbuj nauczyć się przewidywać, gdzie wyląduje jej stopa, bo możesz się do tego dostosować, niezależnie od tego, jaki groove naturalnie grasz, kiedy jesteś sam
Pokrywa się to, co mówił m.in. Robert Luty i Piotr Żaczek podczas master class na warsztatach w Lubawie – basista i perkusista mogą razem stworzyć potężną sekcję rytmiczną, ale wymaga to czegoś więcej niż tylko perfekcyjnego grania własnych partii. Trzeba słuchać drugiego muzyka, reagować na jego frazowanie i przewidywać jego ruch. Z tym, że to basista idzie za tym, co gra perkusista, a nie odwrotnie.
Lee dodaje:
Im więcej grasz z innymi ludźmi, tym lepiej możesz z nimi grać, ponieważ grając samemu, możesz nabrać złych nawyków. Dlatego bardzo zdrową rzeczą jest wejść do pomieszczenia z innymi muzykami i wspólnie stworzyć jakiś dźwięk


