Witold Cisło to gitarzysta, kompozytor i producent, od lat poruszający się na styku muzyki akustycznej, ilustracyjnej i zespołowej. Ma na koncie współpracę z artystami sceny jazzowej, popowej i teatralnej, a równie swobodnie odnajduje się na scenie, jak i w studiu nagraniowym. Znany jest z pragmatycznego podejścia do sprzętu i brzmienia — stawia na rozwiązania proste, niezawodne i muzyczne, które „działają” w realnych warunkach koncertowych. W rozmowie dla TopGuitar.pl opowiada o gitarach Baton Rouge, minimalizmie w pedalboardzie, pracy w stereo i o tym, dlaczego zespołowe flow wygrywa z perfekcją graną do klika.
Dariusz Domański (TopGuitar.pl): Zacznijmy od gitar. Wśród tych, których używasz, znajduje się też gitara Baton Rouge. Dlaczego właśnie wybrałeś tę gitarę?
Witold Cisło: Wojtek (KRYS) kiedyś podesłał mi partię Baton Rouge’ów do sprawdzenia — przyszło około dziesięciu instrumentów. Z tego wybrałem crossover z węższym gryfem 48 mm i nylonowymi strunami. Akustycznie „OK”, ale po modyfikacji zagrał wyśmienicie. Wymieniłem fabryczne piezo i wkleiłem pasywny K&K — cztery „pastylki” za mostkiem, bez baterii. Na scenie sprawdza się genialnie i od lat nie robi kłopotów. To mój „wół roboczy” — zawsze mogę na niego liczyć.
DD: Co daje ten węższy gryf w praktyce?
WC: 48 mm to „jeden do jednego” ze stalową elektroakustyką, więc łatwiej przełączać się w locie między gitarami. Przy klasycznym 52 mm szybkie zmiany potrafią generować kiksy. Lekki radius też robi swoje.
DD: Jak się na tym Baton Rouge gra — „w ręku” i w miksie?
WC: Wygodnie i przewidywalnie. W miksie live ten instrument klei się w całość — po nagłośnieniu i efektach daje pełne, naturalne brzmienie bez walki o pasmo.


DD: Dlaczego upierasz się przy systemie pasywnym?
WC: Bo mniej elementów = mniej awarii. Z bateriami zawsze jest stres przed koncertem; pasywny K&K, to u mnie koniec problemów z baterią. Do tego K&K zbiera z płyty naturalnie, jakbyś tylko „podgłośnił” gitarę — a na tym naturalnym, pięknym brzmieniu najbardziej mi zależało.
DD: Jak Baton Rouge sprawdza się w miksie, gdy łączysz go z innymi gitarami?
WC: Klei się z resztą i „siedzi” w paśmie bez przepychania się — szczególnie w stereo z RV-500 na dwa Acusy.
DD: Jaki jest Twój podstawowy łańcuch sygnałowy?
WC: Od K&K idę do Fishman Platinum — używam go dla EQ i notch filtera (szybko wycinam sprzęgającą częstotliwość, np. okolice „C”). Sam preamp, jako „napęd” brzmienia mi nie (siedzi) pasuje, ale korekcja działa świetnie i ma ładny tuner. Dalej BOSS OC-3/OC-5 (kluczowa funkcja: oktawa tylko na dolne struny), potem splitter Radial, BOSS RV-500 i stereo na dwa Acusy. Prosto i przewidywalnie.
DD: Brzmisz jak ambasador minimalizmu w pedalboardzie.
WC: Bo to działa. Presety w RV-500 pozwalają jednym kliknięciem dobrać pogłos/delay do numeru, a OC-5 lub OC-3 z filtrem „po strunach” daje „prawie bas” na trzech dolnych strunach bez zabałaganienia góry. Prosto, muzycznie, przewidywalnie.
DD: Zestaw gitar na typowy koncert?
WC: Najczęściej dwie: Baton Rouge (nylon, crossover 48 mm) i baryton strojony w dół. Większy głośnik w Acus 8 daje zapas dołu pod baryton, Acus 6 świetnie niesie nylon — ten duet brzmi naturalnie i przestrzennie w stereo z RV-500.
DD: Studio — wierzysz w „granie na setkę”?
WC: Zdecydowanie. Jeśli zespół gra razem, pojawia się wspólny flow, którego nie zbudujesz nakładkami do klika. To nie są wyścigi — liczy się wspólne brzmienie zespołu.













