Pierwsza edycja Festiwalu Jana Borysewicza pokazała, że Stratocastle przy Zamku w Ćmielowie ma potencjał, by stać się jednym z najważniejszych miejsc spotkań miłośników gitarowej muzyki w Polsce. Przez cały dzień teren wypełniały koncerty, warsztaty, spotkania z muzykami oraz atrakcje przygotowane zarówno dla zawodowych gitarzystów, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z instrumentem. Koncerty prowadził Marek Sierocki, który zapowiadał kolejnych artystów, dzielił się muzycznymi ciekawostkami i sprawnie prowadził publiczność przez program festiwalu. Program obejmował występy zespołu Wojtka Cugowskiego, projektu JAN BO, międzynarodowego składu Ronnie Romero & Gus G. oraz jubileuszowy koncert Lady Pank z okazji 45-lecia działalności.
Ważną częścią imprezy był konkurs RIFF CHALENGE. Z ponad 200 gitarzystów zgłoszonych do tego wyzwania na scenę zaproszono trójkę finalistów. Ostatecznie zmagania wygrał Adam Szczegóła, który na ostatniej prostej pokonał Oskara Gładysza oraz Macieja Chrabąszcza. Nagrodę Publiczności otrzymał Oliwier Białek Młodzi muzycy zostali obdarowani cennymi upominkami, a Janek Borysewicz dowcipnie zwrócił im uwagę, żeby te gadżety szanowali, bo gdy Jubilat zaczynał muzyczną przygodę pół wieku temu o takim sprzęcie można było tylko pomarzyć, a gitarzyści zamiast zamawiać nowe struny przez Internet gotowali je w wodzie z płynem do naczyć i sztukowali, gdy się zerwały….
Koncertową część festiwalu otworzył zespół Wojtka Cugowskiego. Muzycy zaprezentowali energetyczny repertuar, doskonale rozgrzewając publiczność zgromadzoną pod sceną. Mocne gitarowe brzmienie i świetny kontakt z widownią sprawiły, że już od pierwszych minut wydarzenie nabrało odpowiedniego tempa, zapowiadając bardzo udany festiwal. Jak to u Wojtka było hardrockowo, balladowo, Cugowski sięgnął o rovery (choćby Briana Adamsa) czy hity z czasów zespołu Bracia. Bardzo funkowo zrobiło się, gdy lider na chwilę oddalił się w kulisy, a zespół wykonał kompozycję MR PINK z repertuaru Level 42, kiedy to sekcja rytmiczna (Tomek Gołąb i Bartek Pawlus) pokazali, że niewiele nad Wisłą jest duetów które mogłyby z nimi konkurować.
Drugim koncertem był występ projektu JAN BO, w którym Jan Borysewicz wraz z zaproszonymi muzykami przypomniał najważniejsze utwory ze swojej bogatej kariery. Publiczność entuzjastycznie reagowała na kolejne kompozycje, a charakterystyczne gitarowe solówki lidera Lady Pank były jedną z największych atrakcji dnia. Tym razem oprócz Mistrza na sceni pojawili się: jego kolega z Lady Pank, perkusista Kuba Jabłoński który pięknie współpracował z grającą na drugim zestawie bębnów WEiktorią Balic. Na basie usłyszeliśmy Michała Grotta, a jako że to jubileusz na scenie pojawili się goście specjalni. Wojtek Cugowski wspomógł Jana w legendarnej Wojnie w Mieście a Piotr Rogucki zaśpiewał Bananowy Dżem. Ale przede wszystkim do Jana Bo i Cugowskiego dołączyli wybitni gitarzyći Marek Raduli i Jacek Królik, i ten dream team na finał setu wykonał 3 formatywne dla Jana Borysewicza rovery: ALL RIGHT NOW ze skarbnicy przebojów Free, OVER MY HEAD z repertuaru King’s X oraz legendarną klaptonowską LAYLĘ.
Po JAN BO na scenie pojawili się Ronnie Romero & Gus G., prezentując światowy poziom rockowego grania, natomiast wielki finał należał do Lady Pank, świętującego 45-lecie działalności. Największe przeboje zespołu zamieniły zakończenie festiwalu we wspólne święto kilku pokoleń fanów polskiego rocka. Panowie pokazali – oprócz maestrii instrumentalnej – że wiedzą po co wychodzą na scenę, mocarnie realizując rockowe show. Energia, radość, pewność siebie – to sprawia, że artystów takich jak Gus G chce się słuchać i słuchać. A dzień to szczególny w życiu tego wirtuoza – media opublikowały informację, że gitarzysta dołączył do zespołu legendarnego Kinga Diamonda.
A że Ronnie Romero też ma całkiem niezłe muzyczne CV panowie wspomnieli Ronniego Jamesa Dio i Rainbow, Ozzyego i Deep Purple oraz Black Sabbath, wykonując rockowe hymny z repertuaru tych wykonawców.
No i na finał okręt flagowy Jana Borysewicza, czyli obchodząca 45-lecie istnienia formacja Lady Pank. Panowie wykonali wiele ze swoich przebojów, niemniej żeby zagrać wszystko to, czego chcieliby wysłuchać na żywo ich fani, koncert musiałby trwać do białego rana. A takiej możliwości nie było, niemniej solidna porcja „lejdipankowych” evergreenów wzbogacona pirotechniką i confetti na pewno pozostanie w sercu i uszach każdego obecnego tam fana LP.
Równie bogato wyglądała oferta przygotowana poza sceną. Przez cały dzień działało Miasto Gitar, gdzie swoje stoiska prezentowali producenci i dystrybutorzy gitar, wzmacniaczy oraz akcesoriów muzycznych. Zwiedzający mogli nie tylko oglądać instrumenty, ale przede wszystkim wziąć je do rąk, sprawdzić ich brzmienie i porozmawiać z przedstawicielami firm oraz lutnikami. Nie zabrakło również rozbudowanej strefy gastronomicznej, z której chętnie korzystali uczestnicy wydarzenia.
Dużym zainteresowaniem cieszyły się gitarowe masterclassy, prowadzone przez Gusa G., Jacka Królika i Marka Radulego, którzy dzielili się swoim doświadczeniem oraz odpowiadali na pytania uczestników. Wielu gości odwiedzało także wnętrza Stratocastle, gdzie można oglądać imponującą kolekcję gitar, autografów i wyjątkowych pamiątek związanych z najwybitniejszymi muzykami z Polski i ze świata. To właśnie ta ekspozycja nadaje temu miejscu niepowtarzalny charakter i czyni je obowiązkowym punktem dla każdego miłośnika gitar.
Pierwszy Festiwal Jana Borysewicza udowodnił, że Ćmielów ma wszelkie atuty, by na stałe zaistnieć na gitarowej mapie Polski. Połączenie koncertów, warsztatów, edukacji i unikatowej kolekcji zgromadzonej w Stratocastle stworzyło wydarzenie o wyjątkowym klimacie. Debiutancka edycja pozostawiła bardzo dobre wrażenie i pokazała, że w tym roku narodziło się nowe, niezwykle interesujące miejsce dla miłośników gitary. Oczywiście pojawiły się jakieś drobne niedociągnięcia, ale trzeba pamiętać, że to jedna z pierwszych imprez organizowanych w Ćmielowie – z biegiem czasu doświadczenie niechybnie spowoduje, że uwag organizacyjnych od uczestników będzie mniej. Pozostaje z niecierpliwością czekać, jak organizatorzy rozwiną ten festiwal w kolejnych latach i kogo Jan Bo zaprosi do udziału w drugiej edycji imprezy noszącej jego imię.
tekst, zdjęcia Sobiesław Pawlikowski



























































































































































































