Po miesiącach spekulacji stało się jasne: Metallica zagra rezydencję w Sphere w Las Vegas. Ośmiodniowy cykl koncertów pod hasłem Life Burns Faster wystartuje w październiku tego roku i zachowa znaną z trasy M72 formułę „No Repeat Weekend” – czyli zero powtórek w setlistach.
Sphere to nie tylko ekran 360° i futurystyczne wizualizacje. To także specyficzne wymagania techniczne. Scena musi być relatywnie cicha – klasyczne, głośne stacki lampowe po prostu się tu nie sprawdzają. W przeszłości zmusiło to m.in. Bob Weir do przejścia na modeler, John Mayer do kombinowania z konfiguracją wzmacniaczy, a The Edge do oparcia się na cyfrowych rozwiązaniach.
Metallica nie powinna mieć z tym problemu. Już około 2013 roku zespół przeszedł na w pełni cyfrowy system live oparty na Fractal Axe-Fx, więc funkcjonowanie w „cichej” architekturze Sphere nie oznacza dla nich rewolucji sprzętowej.
Impuls? Bardzo konkretny moment. Lars Ulrich wspomina:
Jakieś 12 sekund po rozpoczęciu pierwszego wieczoru U2 w Sphere w 2023 roku pomyślałem: ‘Musimy to zrobić. To kompletnie niezbadane terytorium!’
Chodzi oczywiście o koncerty U2, które otwierały ultranowoczesny obiekt i pokazały, jak bardzo zmienia on definicję widowiska live. Ulrich dodaje:
Ta rezydencja daje nam kolejną szansę, by na nowo wymyślić sposób, w jaki wchodzimy w interakcję z fanami na żywo. Jesteśmy niesamowicie podekscytowani, że za sześć miesięcy pokażemy to światu, i cholernie zajarani, żeby wejść na wyższy poziom!
Rezydencja w Las Vegas zapowiada się więc nie tylko jako kolejny przystanek trasy, ale jako test, jak heavy metal zabrzmi i będzie wyglądał w najbardziej zaawansowanej technologicznie sali koncertowej świata. A jeśli wierzyć Ulrichowi – decyzja zapadła szybciej, niż w Sphere zdążył wybrzmieć pierwszy gitarowy riff.














