7 listopada premierą miał album „Vulgus Illustrata” deathmetalowego Insidius. Wydawcą jest Black Lion Records. Za mixy, mastering i produkcję odpowiada Filip Heinrich Hałucha – Heinrich House Studio.
Insidius długo kazał czekać fanom ciężkich brzmień na następcę „Infamia” wydanego w 2018r. Ale to czekanie się opłacało…
Nowe wydawnictwo zespołu oparte jest na niezwykle technicznym graniu. Okładka (wisielec) zapowiada dość dramatyczny klimat, który podbijany jest przez instrumentarium. Blasty i piekielne riffy – znak rozpoznawczy nowego albumu. Wiadomo, jak to w klimacie około death metalowym bywa, mocny, agresywny wokal, podkręcany jest przez zmiany tempa. Wokale Rafała robią kawał porządnej, brutalnej roboty, a na albumie gościnnie pojawia się też Peter z Vadera oraz Moyses Kolesne – Krisiun. Panowie dodają pikanterii w utworze „Destroy the Priests”. Dużej pikanterii.


Podoba mi się brzmienie gitar, oprócz oczywiście perkusji, nad którą mogę wznosić same zachwyty. Gitary są swoistego rodzaju niszczycielskim „narzędziem” na tej płycie. Na dłużej zawiesiłam się na numerze „Doom Accelerator”. Zawiły aranż, ale jednocześnie w punkt. Zamykający płytę „Forge Of Our Hatred” odprowadza nas z tej krainy brutalnych, a zarazem przykuwających uwagę słuchacza, brzmień.
Każdy numer na płycie jest solidnie skomponowany. Ponad 38 minutowa niszczycielska podróż, jaką funduje Insidius, jest na prawdę wciągająca. Tempo narzucane przez Michała (czy Ty jesteś maszyną za tymi bębnami?!) buduje tą otoczkę grozy i death metalowego zacięcia. Wokal, gitary i bas tworzą klimat, którego po takich bandach, z tak dobrymi muzykami, oczekujemy.
Całokształt płyty – dla mnie na duże tak. Myślę, że i Wam przypadnie do gustu.
Tekst: Ilona Matuszewska












