„SPLAT!” ukaże się 3 lipca i według samego Iana Gillana ma być współczesnym wcieleniem klasycznego Purple z lat 70.
Deep Purple nie potrzebują niczego udowadniać, bo ponad 120 milionów sprzedanych płyt od 1968 roku mówi samo za siebie. A jednak zespół konsekwentnie odmawia roli żywego muzeum własnej legendy. „SPLAT!”, zapowiedziany na 3 lipca, ma być kolejnym dowodem na to, że Purple wciąż gra na własnych zasadach i tym razem będzie to robił to najgłośniej od kilku dekad.
Za konsoletą ponownie zasiadł Bob Ezrin, producent, który w swojej karierze pomagał definiować brzmienie KISS, Pink Floyd, Lou Reeda i Alice Coopera. To już kolejna wspólna praca z zespołem, a efekty — według zapowiedzi — mają być najcięższe od dawna.
Ian Gillan nie owija w bawełnę, opisując nowy materiał:
Powiedziałbym, że nasz dzisiejszy materiał jest kompatybilny z takimi kawałkami jak «Highway Star», «Smoke on the Water» czy «Lazy» — dynamika, balans i radość muzyki, którą tworzyliśmy od 1969 do 1973 roku
A skoro przy porównaniach jesteśmy — wokalista idzie jeszcze dalej:
To, gdzie jesteśmy teraz, z tym wcieleniem Deep Purple, to według mnie współczesna wersja Deep Purple z lat siedemdziesiątych
Równie intrygująco zapowiada się koncepcja albumu — i tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Tytułowe „SPLAT!” to pomysł Gillana, który postanowił zmierzyć się z końcem ludzkości — ale nie w sposób, jakiego można by się spodziewać. Płyta ma ukazywać nie zagładę, lecz transformację: przejście do czegoś, co wykracza poza fizyczną egzystencję. Szczegóły konceptu mają być ujawniane stopniowo w tygodniach poprzedzających premierę.
Wokalista podsumowuje stan zespołu jednym zdaniem, które brzmi jak wyzwanie rzucone krytykom:
Deep Purple jest teraz w znakomitej kondycji



