Przez ostatnie tygodnie gitarowy internet żył jednym tematem: Fender rozsyła pisma typu cease-and-desist do producentów gitar, których instrumenty mają zbyt mocno przypominać Stratocastera. W mediach społecznościowych zawrzało, pojawiły się oskarżenia o próbę monopolizacji kultowego kształtu, a wielu komentatorów przewidywało początek serii głośnych procesów. Tymczasem CEO Fendera, Edward „Bud” Cole, postanowił publicznie odnieść się do całej sprawy. Podczas spotkania z dealerami marki przekonywał, że firma wcale nie prowadzi wojny sądowej z konkurencją.
Większość nagłówków i komentarzy w social mediach skróciła sytuację do „Fender pozywa wszystkich za Stratocastery”. Formalnie CEO ma rację: na razie nie ma pozwów. Problem w tym, że cease-and-desist to klasyczny pierwszy krok przed ewentualnym procesem, więc dla wielu producentów i gitarzystów różnica jest bardziej prawna niż praktyczna.
„Fender nikogo nie pozywa”
W swoim wystąpieniu Cole próbował uspokoić nastroje i odciąć się od narracji, która zdominowała internetową dyskusję.
Przede wszystkim: Fender nikogo nie pozywa. To, co zrobiliśmy, to przemyślany i pełen szacunku kontakt z kilkoma firmami, których gitary w bardzo dużym stopniu powielają kultowy projekt Fendera Stratocastera
To pierwsza tak jednoznaczna wypowiedź przedstawiciela Fendera od momentu wybuchu całej afery.
Nie chodzi o „S-style”. Chodzi o Stratocastera
Cole zwrócił także uwagę na określenia często wykorzystywane w branży gitarowej. Wielu producentów oraz sprzedawców opisuje instrumenty inspirowane Stratocasterem jako „S-style” lub „S-shape”. Zdaniem CEO Fendera takie nazewnictwo zaciera prawdziwe znaczenie historycznego projektu Leo Fendera.
Fender chce przedstawiać problem nie tylko jako kwestię własności intelektualnej, ale również ochrony dziedzictwa jednej z najbardziej wpływowych konstrukcji w historii gitary elektrycznej.
Mówimy konkretnie o Stratocasterze, bo właśnie o to tutaj chodzi. Nazywanie go po prostu ‘S-style’ albo ‘S-shape’ jest próbą umniejszenia i zatarcia ogromnego, przełomowego wkładu Leo Fendera i jego zespołu w rozwój całej branży, na której wszyscy zbudowaliśmy znaczną część naszego sukcesu i kariery
Skoro nie ma pozwów, skąd całe zamieszanie?
Choć Fender podkreśla, że nie prowadzi obecnie postępowań sądowych przeciwko producentom gitar, pisma cease-and-desist nie są zwykłymi prośbami o rozmowę. Tego typu dokumenty zawierają bowiem jasny sygnał: jeśli adresat nie zastosuje się do żądań nadawcy, kolejnym krokiem może być postępowanie sądowe.
To właśnie dlatego tłumaczenia Cole’a można uznać za próbę złagodzenia wizerunkowych skutków całej sytuacji, a nie realną zmianę stanowiska firmy.
PRS już odpowiedział. Inni również stawiają opór
Wiadomo już, że pisma od Fendera otrzymały między innymi PRS oraz butikowy producent LsL Instruments. PRS oficjalnie poinformował, że nie zgadza się z interpretacją przedstawioną przez Fendera. Na razie nie wiadomo jednak, czy spór ostatecznie trafi do sądu.
Według informacji ujawnionych przez zagraniczne media, co najmniej jedna duża globalna marka gitarowa również otrzymała podobne pismo i odpowiedziała za pośrednictwem własnych prawników, odrzucając żądania Fendera. Jej nazwa nie została jednak ujawniona ze względu na klauzule poufności.
Internet nie daje się przekonać
Choć wystąpienie CEO miało wyciszyć kontrowersje, reakcje znanych komentatorów gitarowych pokazują, że efekt okazał się odwrotny od zamierzonego.
Popularny youtuber Rhett Shull określił przemówienie jako „obraźliwe”, krytykując twierdzenie, że wcześniejsze groźby prawne były „przemyślane i pełne szacunku”. Podobne stanowisko zajął Phillip McKnight, który stwierdził nawet, że szef Fendera mija się z prawdą, przedstawiając wysłane pisma w tak łagodnym świetle.
Co dalej?
Na dziś jedno jest pewne: Fender nie złożył jeszcze pozwów przeciwko producentom gitar związanych z tą sprawą. Nie oznacza to jednak końca konfliktu.
Pisma zostały wysłane, część firm otwarcie nie zgadza się z argumentacją Fendera, a emocje w środowisku gitarowym wciąż pozostają ogromne. Kluczowe pytanie brzmi więc nie „czy Fender pozywa?”, lecz „czy będzie gotów zrobić to w przyszłości, jeśli producenci nie ustąpią?”.
A właśnie od odpowiedzi na to pytanie może zależeć przyszłość rynku gitar inspirowanych najbardziej rozpoznawalnym kształtem w historii elektryka.


