Mateus Asato przez ostatnią dekadę zdążył zapisać się w świadomości fanów jako jeden z najciekawszych gitarzystów swojego pokolenia. Zdobył ogromną popularność w mediach społecznościowych, a jednocześnie stał się cenionym muzykiem sesyjnym, współpracującym z gwiazdami światowego popu, takimi jak Bruno Mars, Tori Kelly czy Jessie J. Teraz jednak wchodzi na zupełnie nową ścieżkę – jego pierwszy solowy album jest już gotowy.
O tym temacie mówiliśmy również w najnowszym odcinku TopGuitar Weekly! Zobacz wideo:
W opublikowanym na YouTube nagraniu Mateus Asato przyznał, że długo zmagał się z poczuciem niedosytu wynikającym z faktu, że nie jest wokalistą.
W wieku dwudziestu kilku lat zacząłem się zastanawiać, czy samo granie na gitarze mi wystarczy. Usłyszałem od niektórych ludzi, z którymi pracowałem, coś w stylu: ‘Gdybyś śpiewał, doszlibyśmy jeszcze dalej’. To rodziło we mnie frustrację, której wcześniej nie znałem jako muzyk
Asato dodał, że w ciągu całych swoich dwudziestych lat skupiał się głównie na pracy sidemana, co pozwoliło mu zagrać na największych festiwalach i w legendarnych salach koncertowych. Jednak pod koniec tego okresu zrozumiał, że musi zdecydować, czy nadal będzie wspierał innych artystów, czy wreszcie spróbuje zbudować własną markę.
Zamiana stabilności i statusu, jakie daje granie u boku gwiazdy pop, na samodzielną drogę była bardzo trudną decyzją. Potrzebowałem czasu, by się na nią zdobyć
Przełom przyszedł dopiero po trzydziestce, kiedy udało mu się na nowo poukładać swoje życie i nabrać dystansu.
Dałem sobie odpowiedni okres odpoczynku, który pozwolił spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Dzięki temu odzyskałem sens tego, dlaczego jestem gitarzystą, a nie wokalistą. To oczyściło ścieżkę do rozpoczęcia pierwszego etapu mojej solowej kariery


