Pete Townshend znów zaskakuje — tym razem nie nowym riffem ani kolejną odsłoną twórczości The Who, lecz otwartością na technologię AI, której wielu muzyków słusznie się obawia. W rozmowie ze Stephenem Colbertem legendarny gitarzysta ujawnił, że poważnie myśli o wykorzystaniu sztucznej inteligencji do dokończenia nieudanych lub niewydanych piosenek z archiwów zespołu!
To deklaracja wyjątkowa, bo Pete Townshend jest prawdopodobnie pierwszym tak rozpoznawalnym gitarzystą, który publicznie przyznaje, że narzędzia takie jak Suno mogą realnie pomóc twórcom, zamiast ich zastępować. Dla muzyka, który od zawsze łączył rockową ekspresję i muzyczne technologie, to zresztą bardzo naturalna droga.
We wspomnianej rozmowie Townshend ujawnił, że w domowych archiwach ma ogromną kolekcję niedokończonych fragmentów i muzycznych szkiców (spisane przez MusicRadar):
Tak, mam jakieś 350… 450 kawałków muzyki. Wiele z nich jest pewnie okropnych… Przebrnąłem przez połowę tego i naprawdę nie wiem, co z tym mogę zrobić
To właśnie w tym miejscu rozmowy gitarzysta odsłonił, jak poważnie rozważa sięgnięcie po sztuczną inteligencję:
Jestem bardzo zainteresowany AI. Chciałbym wziąć stare utwory, te które nie wypaliły, bo coś zrobiłem nie tak za pierwszym razem, wrzucić je do Suno albo innej muzycznej AI i zobaczyć, co ona z tym zrobi. Może wyjdą z tego jakieś hity?
Deklaracja Townshenda nabiera jeszcze większego sensu, gdy spojrzy się na jego historię twórczą. Niewielu gitarzystów jego pokolenia tak konsekwentnie flirtowało z nowoczesnością. To on wprowadzał syntezatory do hard rocka, tworząc genialną (choć trochę niezamierzoną, bo tak naprawdę była pozostałościami po kolejnej idei Pete’a – rock operze „Lifehouse”) płytę „Who’s Next”. To on wymyślił quadrofonię dla „Quadrophenii” zanim większość muzyków w ogóle wiedziała, jak działają cztery kanały. To również on — jako jeden z pierwszych artystów — w projekcie „Lifehouse” przewidział koncepcję sieci, którą dziś nazywamy Internetem. „The Grid” z jego wizji to nic innego jak wczesna metafora globalnej sieci, lata przed jej powstaniem.
Nowe pomysły Townshenda można więc traktować jako kolejny etap jego długiej, burzliwej kariery związków między muzyką a technologią. Jeśli zatem wykorzystanie AI może pomóc tchnąć życie w archiwalne demówki The Who, trudno wyobrazić sobie kogoś bardziej predestynowanego do takiego eksperymentu. Pozostaje jednak jedna wątpliwość – czy będziemy chcieli tego słuchać, mając świadomość, że to nie do końca „ludzka” muzyka…?













