Aktywne przetworniki EMG od lat są symbolem nowoczesnego, rockowego brzmienia, ale ich twórca Rob Turner przypomniał ostatnio, że zupełnie nie taki był ich pierwotny cel. Podczas Guitar Summit w Mannheim założyciel firmy opowiedział, jak studyjne rozwiązania stworzone z myślą o czystym, uporządkowanym sygnale przypadkiem trafiły w potrzeby rozwijającej się metalowej sceny i ostatecznie ją zdefiniowały.
Marka EMG bardzo szybko stała się standardem nowoczesnego metalu. Ich chirurgiczna precyzja, mocny sygnał na wyjściu i brak szumów sprawiły, że aktywne układy idealnie odpowiadały na wymagania gatunku. Co ciekawe, Turner podkreśla, że jego wczesne przetwornikowe konstrukcje nie miały nic wspólnego z ciężkim graniem i że cała ta historia to w gruncie rzeczy seria przypadków — przykład tego, jak technologia projektowana z myślą o jednym zastosowaniu potrafi odmienić zupełnie inną dziedzinę muzyki.
Rob Turner ujawnił, że EMG powstawały przede wszystkim dla muzyków pracujących w studiu, którym zależało na powtarzalnym brzmieniu, łatwym nagrywaniu i eliminacji typowych dla pasywnych układów problemów z szumem czy uziemieniem:
Heavy metal wcale nie był moją pierwszą intencją. Dzięki tym pickupom można było nagrywać bezpośrednio, grać przez wzmacniacz, a sygnał pozostawał czysty. To było główne założenie
Dodaje, że jednym z kluczowych atutów nowych pickupów stała się także przewidywalność:
Brzmiały one tak samo 'bezprzewodowo’, jak sygnał przepuszczony przez kabel
Ale, jak już wiemy, choć w zamyśle konstrukcja miała służyć przede wszystkim nagrywaniu, to jej charakter szybko zwrócił uwagę gitarzystów metalowych. Scena lat 80. szukała selektywności, której brakowało wielu pasywnym humbuckerom. Turner uważa, że właśnie dlatego EMG zostały tak chętnie adoptowane:
Metalowcy przyjęli je, bo ta czystość była im potrzebna. Pasywne przetworniki były za bardzo zamulone, trudno je było upchnąć w miksie. A my po prostu staliśmy się częścią tej sceny — zupełnie nieintencjonalnie
Jednym z kluczowych epizodów z wczesnej historii firmy okazała się niepozorna wizyta młodego Kirka Hammetta, który pojawił się w EMG z fioletowym Stratocasterem wyposażonym w dwa single i humbuckera Turner wspomina ten moment z rozbawieniem:
Kirk był pierwszym, który zadzwonił. Chciał zrobić gitarę, a ja nie miałem pojęcia, kim jest. Myślę, że on sam też jeszcze za bardzo tego nie wiedział. Po prostu zrobiliśmy mu na miejscu całą instalację i aktywny układ, poczekał chwilę, zabrał gitarę i tyle. Od tego wszystko się zaczęło













