Nowy odcinek TopGuitar Weekly #31 już jest — a tematów, które naprawdę niosą, tym razem nie brakuje.
- Temat tygodnia: Live Nation i ponad 15 milionów kary
- Iron Maiden w Hall of Fame. Tylko bez wzruszeń i fanfar
- Dimmu Borgir: nowa płyta i pytanie, które zadają polscy fani
- Blackmore znowu po swojemu
- Pozegnanie Lyndona Laneya
- Gitara z wodorostów? Tak, i to nie jest żart
- Sprzętowy zawrót głowy
- Koncert odwołany, bo sprzet pojechał nie tam, gdzie trzeba
Na pierwszy ogień idzie sprawa, która może zainteresować nie tylko muzyków, ale praktycznie każdego fana koncertów w Polsce. Live Nation dostało ponad 15 milionów złotych kary od UOKiK za zapisy regulaminów, które — według urzędu — uderzały w konsumentów. I trudno się dziwić, że wiele osób reaguje dziś jednym słowem: wreszcie.
Do tego dokładamy Iron Maiden, którzy trafiają do Rock & Roll Hall of Fame, choć od lat jasno pokazują, że dużo bardziej od branżowych orderów interesuje ich scena, publiczność i własne zasady. Jest też Ritchie Blackmore, który po raz kolejny udowadnia, że w wywiadach nie uznaje żadnych filtrów bezpieczeństwa.
W odcinku usłyszycie również fragment naszej rozmowy z Dimmu Borgir, wrócimy do postaci Lyndona Laneya, pokażemy gitarę wykonaną z biokompozytu na bazie wodorostów, a na koniec dorzucimy historię, która brzmi jak kiepski żart, ale wydarzyła się naprawdę — o koncercie odwołanym dlatego, że sprzęt pojechał ciężarówką w złą stronę.
Temat tygodnia: Live Nation i ponad 15 milionów kary
To bez wątpienia najmocniejszy temat tego odcinka. Prezes UOKiK nałożył na Live Nation karę przekraczającą 15 milionów złotych, wskazując na niedozwolone postanowienia w regulaminach. Sprawa dotyczy m.in. zasad wnoszenia przedmiotów na teren imprez, depozytów i zwrotów pieniędzy za odwołane wydarzenia.
Brzmi urzędowo? Owszem. Ale w praktyce chodzi o rzeczy bardzo konkretne: stres przy wejściu, niejasne zasady, płatne depozyty, wyrzucanie przedmiotów i konieczność samodzielnego ubiegania się o zwrot pieniędzy, bo inaczej środki mogły po prostu przepaść.
To jeden z tych tematów, przy których branża koncertowa nie może już udawać, że wszystko jest w porządku. Bo nie, nie było. I jeśli ktoś latami traktował widza jak dodatek do regulaminu pisanego drobnym drukiem, to właśnie dostał bardzo kosztowny sygnał ostrzegawczy.
Iron Maiden w Hall of Fame. Tylko bez wzruszeń i fanfar
Iron Maiden trafiają do Rock & Roll Hall of Fame, co dla części fanów może wyglądać jak historyczne pojednanie. Problem w tym, że sam zespół od dawna sprawia wrażenie kompletnie niezainteresowanego takim rodzajem uznania.
Bruce Dickinson już lata temu mówił o tej instytucji bez dyplomatycznych wygibasów, a Maiden konsekwentnie budowali swój status bez potrzeby proszenia kogokolwiek o potwierdzenie własnej wielkości. I właśnie dlatego ten temat jest tak ciekawy. Bo zamiast klasycznej historii o triumfie i zasłużonym hołdzie, mamy raczej sytuację, w której to Hall of Fame próbuje dogonić legendę, a nie odwrotnie.
W dniu ceremonii zespół będzie grał koncerty w Australii. I szczerze mówiąc, to chyba najlepiej podsumowuje całą sprawę.
Dimmu Borgir: nowa płyta i pytanie, które zadają polscy fani
W TGW #31 pojawia się też fragment naszego wywiadu z muzykami Dimmu Borgir, przeprowadzonego przez Michała Wawrzyniewicza. Rozmowa dotyczy nowego albumu „Grand Serpent Rising”, brzmienia płyty, pracy na analogowym sprzęcie, gitar ESP i planów koncertowych.
Ale jest też temat, który szczególnie zainteresuje polskich fanów zespołu. Skoro Dimmu Borgir rusza jesienią w trasę z Behemothem, to dlaczego na razie nie widać na rozpisce Polski? I czy to może się jeszcze zmienić?
W odcinku pokazujemy fragment, w którym pada właśnie to pytanie. Bez owijania.
Blackmore znowu po swojemu
Jeśli ktoś wciąż liczy, że Ritchie Blackmore zacznie na starość wypowiadać się jak dobrze wyszkolony ambasador marki, to raczej się nie doczeka.
Tym razem legendarny gitarzysta wspomina Tommy’ego Bolina i robi to w swoim stylu — czyli z jednej strony oddaje mu autentyczny szacunek, a z drugiej przy okazji wbija szpilę całemu środowisku gitarowemu. Efekt? Jak zwykle u Blackmore’a: kilka zdań i od razu robi się ciekawiej niż przy połowie współczesnych premier płyt.
To właśnie dlatego ten segment działa. Nie dlatego, że Blackmore jest „kontrowersyjny” — to zbyt łatwe słowo. Raczej dlatego, że on po prostu wciąż mówi to, co myśli. A w dzisiejszym świecie wygładzonych komunikatów to już niemal egzotyka.
Pozegnanie Lyndona Laneya
W tym odcinku wracamy też do wiadomości, która poruszyła wielu gitarzystów. Zmarł Lyndon Laney, założyciel Laney Amplification — człowiek, którego wpływu na historię ciężkiego grania nie da się uczciwie podsumować jednym akapitem.
To jego wzmacniacze pomogły zbudować brzmienie Tony’ego Iommiego i pierwszych płyt Black Sabbath, a później na stałe wpisały się w historię rocka i metalu. Ale w tym materiale nie chodzi wyłącznie o legendę marki. Jest też osobiste wspomnienie człowieka, którego w branży zapamiętano nie tylko za to, co stworzył, ale też za to, jaki był.
I to akurat bywa rzadsze niż nowy overdrive na targach.
Gitara z wodorostów? Tak, i to nie jest żart
W segmencie „Sprzęt pod lupą” zaglądamy na stoisko FX Music Group podczas Guitar Expo 2026. I tym razem nie chodzi wyłącznie o klasyczne konstrukcje czy kolejne wariacje na dobrze znany temat.
Uwagę przyciąga instrument wykonany z biokompozytu na bazie wodorostów. Tak, dobrze czytasz. Gitara z materiału opartego na wodorostach. Brzmi dziwnie, wygląda ciekawie i siłą rzeczy budzi pytania. Właśnie dlatego pokazujemy ją w tym odcinku.
Bo jeśli branża gitarowa ma jeszcze czym zaskakiwać, to najwyraźniej potrafi to robić także od strony materiałowej.
Sprzętowy zawrót głowy
W nowym odcinku nie brakuje też szybkiego przeglądu nowości sprzętowych. Tym razem na radar wpadają między innymi:
- Charvel z nową sygnaturą Jake’a E. Lee,
- Gibson i model Sadler Vaden SG Standard,
- oraz MESA/Boogie, która wraca do klimatu klasycznych, potężnych konstrukcji z lat 90.
Czyli mówiąc prościej: trochę klasyki, trochę sentymentu i trochę sprzętu, który od razu uruchamia ten dobrze znany mechanizm: „tego nie potrzebuję… ale chętnie bym sprawdził”.
Koncert odwołany, bo sprzet pojechał nie tam, gdzie trzeba
Na finał zostawiamy historię, która idealnie pokazuje, że nawet w dużej branży czasem wszystko może się rozbić o absurd. Zespół All-American Rejects musiał odwołać koncert, bo cały ich sprzęt został omyłkowo załadowany do niewłaściwej ciężarówki i wyjechał w zupełnie innym kierunku.
Brzmi jak kabaret? Niestety nie dla tych, którzy mieli tego dnia wyjść na scenę.
To dobra puenta na koniec odcinka. Możesz mieć rozpisaną trasę, świetną ekipę, fanów pod sceną i cały plan dopięty na ostatni guzik. A potem jedna pomyłka logistyczna robi z tego widowiska lekcję pokory.


