Richie Faulkner, gitarzysta Judas Priest, w najnowszym wywiadzie podkreślił, że jego kariera jest dowodem na to, iż nie trzeba znać teorii muzyki, by osiągnąć sukces na światowej scenie rockowej. Artysta przyznał, że nigdy nie zgłębiał zasad harmonii czy skal, a mimo to udało mu się trafić do jednego z największych zespołów heavy metalu w historii.
Choć Richie Faulkner dołączył do Judas Priest stosunkowo późno, w 2011 roku, jego obecność okazała się kluczowa dla nowego etapu działalności zespołu. Gitarzysta nagrał z grupą m.in. albumy „Redeemer of Souls” (2014), „Firepower” (2018) oraz „Invincible Shield” (2024). Jego ekspresyjna gra i energia na scenie sprawiły, że fani zaakceptowali go jako naturalnego następcę K.K. Downinga.
W ostatniej rozmowie z No Cover Charge Faulkner przyznał się otwarcie, że znajomość teorii muzyki nie zawsze jest niezbędna (cyt. za Blabbermouth):
Zawsze powtarzam: jeśli ja mogę grać nie wiedząc, co robię, nie znając teorii, to każdy może. Nie ma jednego właściwego sposobu grania. Liczy się to, co brzmi dobrze. Jeśli coś brzmi źle, sam to usłyszysz albo ktoś ci zwróci uwagę i poprawisz się. Wszyscy jesteśmy w drodze, uczymy się po drodze. Najważniejsze to grać to, co brzmi dobrze dla ciebie
Faulkner podzielił się również bezcenną radą, którą otrzymał od swojego scenicznego mentora, Glena Tiptona. Legendarny gitarzysta Judas Priest zdradził mu kiedyś, jak odkrył własny styl:
Glenn opowiadał, że gdy był młody, kopiował Rory’ego Gallaghera. Grał te same nuty, ale nie brzmiał jak Rory Gallagher, co go frustrowało. Z czasem zrozumiał, że to po prostu brzmi jak Glenn Tipton. I właśnie to należało pielęgnować – własny styl, własne brzmienie. To była ogromna rada, którą i ja mogę dziś przekazać innym
Słowa Faulknera pokazują, że teoretyczne zaplecze nie są jedyną drogą do artystycznego sukcesu. Liczy się przede wszystkim autentyczność i własny „odcisk” na muzyce – elementy, które, obok technicznej sprawności sprawiły, że gitarzysta znalazł swoje miejsce u boku legend metalu.


