Gitarzysta E Street Band, Steve Van Zandt potwierdził, że ochrona na trasie Land of Hope and Dreams jest bezprecedensowa. FBI monitoruje sytuację na bieżąco. A Springsteen pomimo gróźb, nie zamierza milczeć.
Steve Van Zandt, gitarzysta E Street Band i wieloletni przyjaciel Springsteena, ujawnił w rozmowie z brytyjskim Daily Mail, że sytuacja na trasie była daleka od normalnej. Choć przyznał jednocześnie, że przesłanie tego tournee było jasno polityczne, a zatem dla wielu prowokacyjne:
To jest bardzo konkretny polityczny temat tej trasy i było dużo gróźb, gróźb śmierci. Zazwyczaj zawsze jakieś się zdarzają, ale tym razem jest ich coraz więcej
W odpowiedzi na rosnące zagrożenie zespół znacząco wzmocnił ochronę podczas całej trasy. Van Zandt dodał, że w sprawę zaangażowane jest FBI:
To nie jest tak, że mówimy coś nieprawdziwego albo coś szczególnie kontrowersyjnego, ale to jest stricte polityczne. FBI i inne służby naprawdę pilnują sytuacji i są ponadmiernie zaniepokojone — i słusznie. Chcemy, żeby fani byli bezpieczni i czuli się bezpiecznie. Dlatego naprawdę robimy wszystko, co możliwe, z dodatkową ochroną — właśnie z tego powodu
Trasa Land of Hope and Dreams ruszyła 1 kwietnia w Minneapolis i ma zakończyć się 30 maja w Filadelfii. Springsteen przez całą jej długość regularnie zabiera głos ze sceny w sprawach politycznych — krytykuje politykę imigracyjną administracji Trumpa, w tym działania służb ICE, oraz wojnę w Iranie. Trump z kolei publicznie nazywał Springsteena „wysuszoną śliwką”, podczas gdy Springsteen wcześniej określał prezydenta jako „skorumpowanego, niekompetentnego i zdradzieckiego”.
To nie jest nowa postawa Springsteena, bo od lat konsekwentnie angażuje się politycznie, a trasa Land of Hope and Dreams była od samego początku zaplanowana jako akt protestu. Ogłaszając ją w lutym 2026 roku, Boss nie pozostawił wątpliwości co do jej charakteru:
Żyjemy w mrocznych, niepokojących i niebezpiecznych czasach, ale nie poddawajcie się — kawaleria nadchodzi. Będziemy grać w waszych miastach w celebracji i obronie Ameryki, amerykańskiej demokracji, amerykańskiej wolności, naszej amerykańskiej konstytucji i naszego świętego amerykańskiego snu — wszystkiego, co jest atakowane przez naszego króla-uzurpatora i jego rząd-wyrzutek w Waszyngtonie
Springsteen od dekad jest „zwierzęciem politycznym”. Na długo przed obecną kadencją Trumpa składał otwarte deklaracje poparcia i nie przebierał w słowach na temat przeciwników jego politycznych faworytów. W 2004 roku ruszył w trasę „Vote for Change” wspierając kampanię Johna Kerry’ego. W 2012 roku nagrywał reklamy wyborcze dla Baracka Obamy. W 2020 roku, tuż przed wyborami prezydenckimi, powiedział w rozmowie z „The Atlantic”: „Gdyby Trump wygrał, wsiadłbym w samolot” — deklaracja, która odbiła się szerokim echem i z której musiał się tłumaczyć jeszcze przez kolejne miesiące. W 2016 roku zagrał „This Land Is Your Land” na inauguracji Obamy, a na koncertach wielokrotnie wykonywał „American Skin (41 Shots)” — utwór o brutalności policji wobec czarnych Amerykanów, który od premiery w 2000 roku jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych piosenek w jego repertuarze. I tak dalej i tak dalej…









