Choć historia rocka pełna jest spektakularnych sukcesów, bywa też mniej pozytywna w miejscach, w których artyści przegrali z wytwórniami, bo podpisali umowy na początku kariery, nie sprawdzając ich wystarczająco wnikliwie. Najnowszym przykładem jest sprawa spadkobierców Noela Reddinga i Mitcha Mitchella, którzy w brytyjskim sądzie walczą z Sony Music o należne im – jak twierdzą – prawa pokrewne do nagrań The Jimi Hendrix Experience.
Chodzi o trzy fundamentalne albumy zespołu: „Are You Experienced”, „Axis: Bold as Love” i „Electric Ladyland”, czyli o katalog, który ukształtował brzmienie rocka i po dziś dzień generuje znaczące przychody. Według ich przedstawiciela, Simona Malynicza, mimo gigantycznego wpływu zespołu, obaj muzycy zostali finansowo odsunięci na margines już za życia. Chodzi między innymi o odsunięcie Noela Reddinga i Mitcha Mitchella od tantiem wykonawczych, o których przywrócenie walczy ostatnio Gene Simmons.
Prawnik spadkobierców Reddinga i Mitchella powiedział ostatnio w sądzie (za serwisem Independent.co.uk):
Redding i Mitchell zostali wykluczeni już na wczesnym etapie swojego życia i zmarli w relatywnym ubóstwie, mimo iż grupa była jednym z najbardziej komercyjnie udanych zespołów swojej epoki
Malynicz dodał, że spadkobiercy są dziś pomijani przez administratorów majątku Hendrixa i przez kolejne działania prawne blokujące im dostęp do przychodów, które w normalnych okolicznościach powinni dziedziczyć. W jego ocenie:
Muzycy zostali skrzywdzeni po raz kolejny, tym razem przez wielonarodową korporację, która odmawia uznania ich praw autorskich i praw wykonawczych
Prawnik poprosił sąd, by ten „dopilnował, że sprawiedliwości stanie się zadość wobec pamięci Reddinga i Mitchella oraz że zostaną uszanowane intencje Jamesa Marshalla Hendrixa”, argumentując, że Hendrix z pewnością chciałby, aby jego koledzy otrzymali to, co im się należy.
Sony Music odpowiada inaczej. Pełnomocnik wytwórni, Robert Howe, twierdzi, że pierwotne prawa do nagrań należały do producentów, nie do muzyków, a sprawa została już rozstrzygnięta dekady temu. Przypomniał o ugodach z lat 70., kiedy Redding i Mitchell mieli otrzymać odpowiednio 100 000 oraz 247 500 dolarów, co – według Sony – zamykało na zawsze temat roszczeń. Spór skupia się więc na tym, czy ówczesne porozumienia naprawdę pozbawiły ich praw na zawsze, czy też w świetle dzisiejszego prawa pokrewnego wykonawców spadkobiercy muzyków nadal powinny otrzymywać udziały z tytułu eksploatacji nagrań.
Nie jest to odosobniony przypadek. Podobne batalie toczyli niegdyś m.in.muzycy sesyjni Motown, czyli artyści studyjni z lat 60., którzy dopiero po zmianach prawa zaczęli otrzymywać należne wypłaty z tytułu praw pokrewnych – tantiem wykonawczych.
Ta sprawa może stać się precedensem, który przypomni branży, że bez tych mniej widocznych członków zespołu – basistów, perkusistów, muzyków studyjnych – nie byłoby albumów, które dziś uważa się za kamienie milowe rocka. Proces trwa.


