Dave Navarro, znany z Jane’s Addiction i krótkiego, ale znaczącego epizodu w Red Hot Chili Peppers, wrócił ostatno do tematu kontrowersyjnego albumu „One Hot Minute” z 1995 roku. Odniósł się do hejtu fanów Johna Frusciante, którego zastąpił, ale też wykazał się pokorą wobec swojego poprzednika, mówiąc „Nie miałem ani jednego rodzaju tej magii, którą John wniósł do zespołu”…
„One Hot Minute” znacząco odbiegał od funkowego, lekkiego stylu Red Hot Chili Peppers. Dzięki Navarro brzmienie było cięższe, bardziej gitarowe, chwilami wręcz metalowe – w dużej mierze dzięki wpływowi Navarro. Krążek przyniósł takie single jak „Warped”, „My Friends” i „Aeroplane”, ale też sporo zamieszania. Produkcja była utrudniona przez problemy Anthony’ego Kiedisa z uzależnieniem i ogólną niestabilność wewnątrz zespołu.
Z perspektywy czasu wielu fanów i krytyków zaczęło doceniać ten album jako ciemniejsze, eksperymentalne dzieło, które pokazało, że RHCP potrafią wyjść poza schemat funk-rockowej beztroski.
W rozmowie z magazynem Guitar World, Dave Navarro opowiedział o trudnym czasie, gdy musiał zmierzyć się z wrogością części fanów zespołu, którzy nie potrafili zaakceptować go w roli następcy Johna Frusciante.
Musiałem zmierzyć się z oddanymi fanami Chili Peppers, którzy nie byli zadowoleni, że to ja zająłem miejsce Johna. Spotkałem się z ogromnym hejtem ze strony fanbase’u, tylko dlatego, że byłem ‘tym nowym’,” – wspomina Navarro
Gitarzysta dodaje, że zarzuty kierowane wobec niego były kompletnie nieuzasadnione:
Zawsze wydawało mi się to dziwne. Myślałem sobie: ‘Jeśli nie podoba ci się, że tu jestem, to miej pretensje do nich. To nie ja się wcisnąłem, to oni mnie zaprosili. Ja tylko powiedziałem tak’
W momencie premiery „One Hot Minute” był formalnie sukcesem – sprzedał się w ponad 3,5 miliona egzemplarzy, z czego 2 miliony w samych Stanach Zjednoczonych, zdobywając status podwójnej platyny. Jednak dla zespołu, który wcześniej sprzedał ponad 7 milionów kopii „Blood Sugar Sex Magik”, paradoksalnie był to krok wstecz.
Navarro podkreśla, że odczuwał zupełnie inny rodzaj dumy z tego projektu niż pozostali muzycy RHCP:
Dla mnie osobiście to był najbardziej udany album, jaki kiedykolwiek nagrałem. W porównaniu do tego, co robiłem z Jane’s Addiction, to był ogromny krok naprzód. Ale dla nich – to była porażka. To tworzyło bardzo dziwną dynamikę
W historii rocka rzadko zdarza się, by gitarzysta tak wyraźnie odcisnął piętno na brzmieniu zespołu – i jednocześnie został przez fanów tak surowo oceniony. „One Hot Minute” to nie wypadek przy pracy, tylko świadectwo odwagi muzycznej Navarro. Gdyby nie ten eksperyment, trudno powiedzieć, czy RHCP w kolejnych latach odnaleźliby właściwy balans między funkiem a alternatywnym rockiem.
Navarro nie był „intruzem” – był muzykiem, który zrobił to, o co go poproszono. A dziś „One Hot Minute” brzmi lepiej niż wiele „bezpiecznych” rockowych albumów z połowy lat 90.


