Niszczenie gitar na scenie jest jednym z najbardziej emocjonujących scenicznych rytuałów, a Jimi Hendrix nadał temu zwyczajowi zupełnie inny wymiar. Jego były roadie Eric Barrett wspomina, że gitarzysta potrafił podczas koncertów demolować nie tylko instrumenty, ale również wzmacniacze i kolumny. Co ciekawe, Hendrix miał własne, dość filozoficzne wyjaśnienie tego zachowania.
Wspomnienia Erica Barretta znalazły się w przygotowywanej książce „Experienced: On the Road with Jimi Hendrix and Beyond”. Fragmenty publikowane przez The Sunday Times rzucają nowe światło na kulisy występów – nie bójmy się użyć tego określenia – najbardziej wpływowego gitarzysty w historii. Przytacza je niezawodny w takich „wyszperankach” serwis Ultimate Guitar.
Hendrix nie zawsze wiedział, którą gitarę zniszczy
We wspomnianej książce, Eric Barrett wspomina, że Hendrix potrafił podczas finałowego utworu całkowicie stracić kontrolę nad sprzętem.
Podczas ostatniego utworu Jimi wyładowywał całą swoją frustrację na sprzęcie. Okładał wzmacniacze, a gryfem gitary robił wielkie dziury w głośnikach. Nic dziwnego, że poprzedni roadie zażył mnóstwo kwasu i zwiał w połowie trasy
Eric próbował ograniczać te straty. Przed koncertami wskazywał Hendrixowi starsze lub mniej wartościowe instrumenty, które można było przeznaczyć na sceniczne „ofiary”.
Przed jego wyjściem na scenę zawsze wskazywałem starą gitarę albo taką, którą sam odbudowałem, i mówiłem: ‘Jimi, jeśli dziś zamierzasz rozbić gitarę, proszę, użyj tej’. Czasami mnie słuchał, a innym razem nie
Nie zawsze udawało się więc ocalić cenne instrumenty.
Pamiętam jednego naprawdę pięknego Fendera Stratocastera. Z przerażeniem patrzyłem, jak Jimi zniszczył go podczas bisu w Bolonii. Nigdy nie ostrzegał mnie przed występem, który instrument rozwali. Myślę, że sam nie wiedział, dopóki nie nadszedł czas bisu
Hendrix niszczył także wzmacniacze
Sceniczne destrukcje nie ograniczały się zresztą do gitar. Hendrix potrafił demolować również wzmacniacze i kolumny głośnikowe. Barrett twierdzi, że podczas jednego z występów gitarzysta doprowadził sprzęt do naprawdę opłakanego stanu.
Jeszcze bardziej spektakularne były sytuacje, w których instrumenty stawały w ogniu. Najbardziej znanym przypadkiem pozostaje Fender Stratocaster spalony przez Hendrixa podczas Monterey Pop Festival w 1967 roku. Zniszczone szczątki gitary trafiły później do kolekcji Franka Zappy, stając się jednym z najbardziej niezwykłych artefaktów w historii rocka.
„Wycisnąłem z niej każdą nutę”
Barrett zapamiętał również rozmowę, podczas której zapytał Hendrixa, dlaczego właściwie niszczy dobre, często bardzo wartościowe instrumenty. Odpowiedź gitarzysty była zaskakująco prosta.
Eric, ja po prostu nie mogłem już nic więcej z niej wyciągnąć. Wycisnąłem z niej każdą nutę i każdy dźwięk, jaki ta gitara kiedykolwiek miała mi dać. Nie miała już nic więcej do zaoferowania
W tym ujęciu destrukcja instrumentu nie była więc wyłącznie efektem scenicznego szaleństwa. Hendrix traktował gitarę niemal jak narzędzie, z którego podczas występu wydobył absolutnie wszystko, co było możliwe.
Hendrix podpatrzył to u Townshenda
Jest też jeszcze jeden aspekt, którego nie możemy pominąć – swoista rywalizacja pomiędzy Petem Townshendem z The Who a Jimim, jeśli chodzi o niszczenie gitar i sprzętu. Chronologicznie wyglądało to miej więcej tak:
Pete Townshend zaczął niszczyć gitary już w 1964 roku. Początkowo całkowicie przypadkowo, bop w Railway Hotel w Londynie uderzył gitarą o niski sufit podczas eksperymentowania ze sprzężeniem. Gdy zobaczył reakcję publiczności, rozwalił instrument do końca.
Hendrix trafił do Londynu pod koniec 1966 roku i bardzo szybko zetknął się z The Who oraz Townshendem, a ten ostatni był wówczas jednym z najważniejszych rockowych gitarzystów jeśli chodzi o „kinetyczną”, teatralną stronę występu. Jimi nie mógł tego nie widzieć.
W 1967 roku Hendrix zaczął stosować podobny gest sceniczny, a najbardziej słynny przypadek miał miejsce podczas Monterey Pop Festival w czerwcu 1967 roku, kiedy podpalił, a następnie roztrzaskał Stratocastera.
Jest też bardzo ciekawy szczegół dotyczący Monterey. The Who i Hendrix Experience występowali tego samego dnia, a obie strony doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że konkurują ze sobą pod względem scenicznego spektaklu. The Who wystąpili przed Hendrixem i zakończyli set demolowaniem instrumentów. Hendrix później zrobił coś jeszcze bardziej spektakularnego – podpalił Stratocastera i ta scena najbardziej zapisała się w historii scenicznych destrukcji gitar.


