Pat Metheny nie rzuca takich słów na wiatr. Gdy mówi o kimś, że to „najlepszy gitarzysta, jakiego słyszał w całym swoim życiu”, powinniśmy słuchać uważnie. Jak zauważył serwis Guitar World, komplement taki padł pod adresem Pasquale Grasso – włoskiego gitarzysty mieszkającego w Nowym Jorku, który z jednej strony zanurzony jest po uszy w tradycji jazzu, a z drugiej udowadnia, że ten gatunek wcale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Pasquale Grasso nie jest postacią znaną poza kręgiem jazzu, ale w samym środowisku urósł do rangi niemal mitycznej. Pat Metheny określił go jako „najlepszego gitarzystę, jakiego słyszałem – być może w całym moim życiu”, a jury prestiżowego Wes Montgomery International Jazz Guitar Competition w 2015 roku było zgodne w zachwytach. Krytyk Bill Milkowski (ten od słynnej biografii Jaco Pastoriusa) mówił wprost, że Grasso „oszołomił jurorów szybkością, płynnością i wyrafinowaną elokwencją gry na instrumencie”.
W szerszym kontekście Pasquale Grasso wpisuje się w rosnący nurt gitarzystów, którzy nie próbują „unowocześniać” jazzu na siłę, lecz pokazują jego siłę poprzez mistrzostwo języka, brzmienia i frazy. Podobnie jak Julian Lage czy wcześniej właśnie Pat Metheny, Grasso udowadnia, że przyszłość jazzu nie musi oznaczać zerwania z przeszłością. Czasem wystarczy zagrać ją tak dobrze, by znów zabrzmiała świeżo.
Sam zainteresowany reaguje na takie opinie z typową dla jazzmanów mieszaniną pokory i skupienia na warsztacie (cytujemy za Guitar World):
Oczywiście, że to bardzo miłe, ale najbardziej cieszy mnie to, że ludzie, których podziwiam, dostrzegają najważniejsze aspekty tego, co robię – artykulację i precyzję gry
Jednym z jego głównych celów jest jednak nie tylko techniczna doskonałość, lecz także ochrona i przekazywanie jazzowej tradycji młodszym pokoleniom. Grasso nie ukrywa, że publiczność jazzowa coraz częściej składa się głównie z osób starszych”
Niestety, jazzowa publiczność to dziś w większości ludzie w podeszłym wieku. Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby inspirować młodych ludzi do słuchania i pokochania tej muzyki, szczególnie w Ameryce, gdzie jazz się narodził
Jego ambicje sięgają daleko poza jednorazowy zachwyt czy modę. To myślenie długofalowe, rzadkie w czasach krótkiej uwagi i algorytmów, które premiują natychmiastową atrakcyjność:
Jeśli na koncercie widzę kogoś, kto ma 20 lat, chcę, żeby był fanem jazzu także za 50 lat
Grasso daje też słuchaczom konkretne argumenty muzyczne. W tym roku wydał nie jedną, lecz dwie płyty i – co brzmi niemal nieprawdopodobnie – obie zostały nagrane tego samego dnia! To gest, który idealnie oddaje jego podejście: pełne zanurzenie w muzyce, zaufanie do własnej formy i hołd dla epok, w których jazz rejestrowano „na setkę”.
Posłuchajmy, co Pasqale wyprawia na gryfie:


