Dwie gitarowe legendy, dwa różne światy – ale wyczuwalny wzajemny szacunek. Jimmy Page z Led Zeppelin i Keith Richards z The Rolling Stones od dekad wymieniają się opiniami – czasem ostrymi, ale zawsze szczerymi.
Ta wymiana opinii świetnie pokazuje, czym była złota era muzyki – epoką wielkich osobowości, silnych charakterów i jeszcze większych talentów. I choć Jimmy Page i Keith Richards patrzą na muzykę z zupełnie innych perspektyw, to obydwaj stanowią fundament pierwszej i drugiej fali brytyjskiego rocka, który zawojował cały świat.
Serwis Rockandrollgarage.com zebrał kilka wypowiedzi Keitha i Jimmiego, dzięki którym możemy poznać wzajemny stosunek obydwu panów do siebie. Zacznijmy od tego, że Page nie miał wątpliwości, co stanowiło o sile gry Richardsa:
Najbardziej pamiętam to, że Keith był solidny, napędzający całość, i nie popełniał błędów. Grał konsekwentnie od początku do końca. Wtedy zrozumiałem, jak potężna siła stoi za nagraniami Rolling Stones. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Oczywiście mógłbym rozłożyć to na czynniki pierwsze i wskazać wkład każdego, ale to Keith naprawdę nadawał temu kierunek
Dla Page’a kluczowa jest nie tylko precyzja Richardsa, ale też jego unikalne wyczucie czasu i umiejętność budowania riffów:
U Keitha najważniejszy jest timing – ma go naprawdę świetny. Do tego ma wyobraźnię, żeby tworzyć te wspaniałe riffy, które w dużej mierze napędzają utwory Stonesów. A przecież potrafi też przejść do gry akustycznej na dwunastostrunowej gitarze, jak w ‘Angie’ i podobnych rzeczach. Jest więc niesamowicie wszechstronny. I bardzo kreatywny. Jeśli ktoś potrafi przez dekady wymyślać świetne riffy, to jest coś poważnego. I coś, co zasługuje na ogromny szacunek
Page nie ukrywa też podziwu dla całokształtu dorobku Richardsa:
Dał nam dekady wspaniałej, kreatywnej muzyki, z podejściem i charakterem, które mógł mieć tylko Keith Richards
Ich relacja zaczęła się jeszcze w latach 60., gdy obaj obracali się w tym samym londyńskim środowisku muzycznym, zafascynowani bluesem. Spotykali się na koncertach, sesjach i wspólnych nagraniach – m.in. przy utworach Stonesów jak „Scarlet” czy „One Hit (To the Body)”.
Nie zawsze było jednak tak słodko. Z kolei Keith Richards w przeszłości potrafił dość ostro ocenić Led Zeppelin:
Uwielbiam Jimmy’ego Page’a, ale jego zespołu już nie. Z Johnem Bonhamem pędzącym jak niekontrolowana ciężarówka… On zmonopolizował ten styl. Jimmy to genialny gitarzysta, ale zawsze czułem, że jest w tym coś trochę pustego. Jako zespół nigdy mnie do końca nie przekonali muzycznie. Ale jednocześnie Jimmy Page to jeden z najlepszych gitarzystów, jacy kiedykolwiek żyli. A jeśli chcesz skrócić całą historię: Led Zeppelin to Jimmy Page
Page odpowiedział na te słowa z klasą, jednocześnie broniąc swojego zespołu:
Keith może mówić, co chce. To Keith Richards. Uważam, że zrobił niesamowite rzeczy i szanuję jego grę. Nie jestem pewien, co ma na myśli, mówiąc, że Led Zeppelin było ‘puste’. Myślę, że mówi to trochę z przymrużeniem oka. To, co robiliśmy, było naprawdę świetne


