Przez dekady Kirk Hammett był kojarzony z aktywnymi przetwornikami EMG, ogromnym gainem i charakterystyczną „ścianą dźwięku”, która stała się jednym ze znaków rozpoznawczych Metalliki. Dziś jednak gitarzysta przyznaje, że gdyby mógł cofnąć czas, swoją przygodę z brzmieniem rozpocząłby od klasycznych przetworników typu P.A.F.
Kirk Hammett coraz bardziej ceni klasyczne przetworniki P.A.F.
W rozmowie z Guitar World Kirk Hammett opowiedział, że jego spojrzenie na brzmienie zmieniło się m.in. za sprawą słynnej gitary „Greeny” – legendarnego Les Paula należącego wcześniej do Petera Greena i Gary’ego Moore’a.
Muzyk podkreśla, że z wiekiem coraz bardziej docenia tradycyjne humbuckery, które – w przeciwieństwie do aktywnych konstrukcji – zmieniają swoje właściwości wraz z upływem lat.
Stare przetworniki P.A.F. są znacznie bardziej czułe na sposób gry. Od dziesięciu lat próbuję się przekonać, czy aktywne przetworniki również dobrze się starzeją. W końcu to elektronika. Natomiast klasyczne przetworniki, z cewkami, magnesami i drutem, po prostu dojrzewają z wiekiem. To właśnie sprawia, że stare P.A.F.-y są tak wyjątkowe
Hammett wspomina również eksperyment z zamontowaniem starego kompletu przetworników DiMarzio w jednej ze swoich sygnowanych gitar. Efekt miał go pozytywnie zaskoczyć.
„Kiedyś potrzebowałem ściany dźwięku”
Gitarzysta nie ukrywa, że w latach 80. aktywne EMG były idealnym wyborem dla Metalliki.
Miały większy sygnał wyjściowy dzięki zasilaniu bateryjnemu, mniej szumów i były mniej podatne na mikrofonowanie. Właśnie tego potrzebowałem wtedy w Metallice. Liczyły się przester, głośność, ogromny gain… po prostu piekielna ściana dźwięku
Z czasem jednak jego podejście do brzmienia zaczęło się zmieniać. W latach 90. odkrył na nowo klasyczne humbuckery, które wcześniej znał z nagrań swoich gitarowych idoli, takich jak Michael Schenker.
Według Hammetta przetworniki P.A.F. oferują większą dynamikę, lepszą selektywność i wyraźniejszą artykulację poszczególnych dźwięków. Zwraca uwagę, że przy wysokim poziomie przesterowania zachowują detaliczność, podczas gdy aktywne konstrukcje szybciej tracą niuanse brzmienia i – jak sam przyznaje – potrafią skuteczniej maskować błędy wykonawcze.
„Powinienem był zacząć od zwykłych przetworników”
Po latach Hammett doszedł do wniosku, że rozwijał swoje brzmienie w odwrotnej kolejności, niż zrobiłby to dziś.
Można powiedzieć, że zrobiłem to na odwrót. Powinienem był zacząć od zwykłych przetworników, nauczyć się wyciskać z nich maksimum, a dopiero później przejść na EMG jako kolejny etap. Ja zrobiłem odwrotnie – zacząłem od tego 'wyższego poziomu’, a dopiero później odkryłem bardziej subtelne rozwiązania. I właśnie ta subtelność okazała się dla mnie najlepsza
Co ciekawe, podobne zdanie ma również James Hetfield. Jak zdradził Hammett, lider Metalliki bardzo ceni przetworniki P.A.F. podczas gry solowej, natomiast aktywne EMG wciąż pozostają jego pierwszym wyborem do ciężkich „downpickingowych” partii rytmicznych, z których słynie.


