Dwaj giganci brytyjskiej sceny rockowej, Eric Clapton i Mark Knopfler, od dekad darzą się ogromnym uznaniem i przyjaźnią. Choć ich style gry różnią się diametralnie, obaj wyrastają z tego samego muzycznego korzenia – bluesa. W ciągu lat wielokrotnie współpracowali, koncertowali razem i nie szczędzili sobie wzajemnych komplementów. Przygotowaliśmy dla Was kila cytatów, w których panowie wzajemnie się komplementują.
Eric Clapton i Mark Knopfler po raz pierwszy zagrali razem w 1985 roku na scenie londyńskiego Hammersmith Odeon, a rok później wystąpili wspólnie na koncercie Prince’s Trust. Gdy Clapton rozpoczął swoją rezydencję w Royal Albert Hall, zaprosił Knopflera jako drugiego gitarzystę. W 1988 roku grali razem m.in. podczas trasy po USA z okazji 25-lecia kariery Claptona.
Ich współpraca trwała także później – w 2014 roku Knopfler wystąpił na albumie Claptona poświęconym pamięci J.J. Cale’a – „The Breeze: An Appreciation of J.J. Cale”, gdzie wspólnie nagrali utwory „Someday” i „Train to Nowhere”.
Dziesięć lat później role się odwróciły – Clapton dołączył do Knopflera w jego projekcie charytatywnym Going Home (Theme From Local Hero) na rzecz Teenage Cancer Trust. Obok nich pojawili się m.in. David Gilmour, Slash, Brian May, Bruce Springsteen, Tony Iommi, Ringo Starr i Ronnie Wood.
Eric Clapton wielokrotnie wypowiadał się z uznaniem o liderze Dire Straits:
Mark Knopfler, moim zdaniem, jest absolutnie wyjątkowy. Posiada wspaniały warsztat. Jeśli posłuchasz jakiegokolwiek albumu Dire Straits po raz pierwszy, może ci przelecieć obok. Ale z czasem staje się coraz lepszy i lepszy, i wytrzymuje próbę czasu. To fantastyczni zawodowcy
Z kolei w rozmowie z Rolling Stone w 1991 roku Clapton dodał, że muzyka Knopflera ma tę samą głębię, co dzieła Stinga czy innych klasyków, których uwielbia:
Przez pewien czas to był jedyny album, którego słuchałem – w samochodzie, razem z Mozartem, Puccinim, The Band i Muddy Watersem. I brzmiał równie dobrze, jak te wszystkie klasyczne rzeczy
Mark Knopfler z kolei nigdy nie ukrywał, że Eric Clapton był dla niego jednym z najważniejszych gitarowych wzorów. W rozmowie z Scottem Munim w 1988 roku wspominał, że po raz pierwszy usłyszał Claptona na albumie „John Mayall & The Bluesbreakers” z 1966 roku – płycie, która zainspirowała całe pokolenie gitarzystów. Potem Clapton pożyczał mu swoje gitary, co przecież nie jest takie częste, bo gitarzyści często traktują swoje instrumenty jak rzeczy bardzo osobiste:
Lubię grać z Erikiem, bo to zabawa – sprawiać, by Eric brzmiał jak najlepiej. Znam wszystkie jego numery (…) Pożyczył mi nawet kilka gitar akustycznych na „Brothers in Arms”. Był w tym bardzo życzliwy. Myślę, że jesteśmy zakorzenieni w tych samych rzeczach. Gramy inaczej, ale nasze korzenie są te same – blues. To w bluesie tkwi podobieństwo
W dokumencie „Eric Clapton: Standing at the Crossroads” (2009) Knopfler podkreślał, że Clapton nie tylko gra bluesa – on z niego wyrasta:
Z Erikiem zawsze chodziło o bluesowy fundament, który był przez lata rozwijany i udoskonalany. To świetna baza do eksplorowania i prób nowych rzeczy. Kiedy ktoś bez tego zaplecza próbuje grać bluesowo, od razu słychać, że to nie to. Eric kiedyś śmiał się z takich prób, bo to po prostu nie jest takie łatwe
Choć Mark Knopfler i Eric Clapton grają zupełnie inaczej – jeden palcami, drugi z kostką – obaj myślą o gitarze w podobny sposób. Nie chodzi o szybkość ani technikę, ale o smak i bluesowy fundament. Jak powiedział Knopfler:
Kiedy ktoś taki jak Eric Clapton mówi, że lubi to, co robisz – wiesz, że to naprawdę coś znaczy
Źródła: Guitar World, Rolling Stone, Rock and Roll Garage, „Eric Clapton: Standing at the Crossroads”


