Jeszcze kilka lat temu Mateus Asato był symbolem gitarowego sukcesu w social mediach – miliony odsłon, viralowe klipy i status jednego z najważniejszych „Instagramowych gitarzystów” świata. Dziś? Ten sam artysta otwarcie mówi, że „algo-rzeczywistość” wymknęła się spod kontroli – i że muzyka zaczyna pełnić w niej zupełnie niewłaściwą rolę.
Temat nie jest nowy. W 2021 roku Mateus Asato zniknął z sieci, tłumacząc to wypaleniem i utratą inspiracji. Po powrocie wciąż jednak nie gryzie się w język – co pokazał w najnowszym wpisie, w którym uderza bezpośrednio w sposób działania współczesnych platform.
Tęsknię za starym Instagramem. Naprawdę. W tym momencie zakładka ‘obserwowani’ jest praktycznie bezużyteczna. Wszystko, co widzę, opiera się na tym, czego wcześniej szukałem albo o czym rozmawiałem – z kimś lub sam ze sobą. Albo gdzie jestem
To uderzenie w sam rdzeń problemu: algorytmy coraz częściej decydują za użytkownika, co ma oglądać – nawet jeśli oznacza to marginalizowanie treści od twórców, których faktycznie obserwuje.
Gitarzysta zwraca też uwagę na absurdalne zasady „gry pod algorytm”, które dla wielu twórców stały się codziennością:
Jeśli jesteś w innej strefie czasowej – zapomnij. Albo wrzucaj o 4 nad ranem, żeby twój content miał ‘największe’ zasięgi, bo to jest WŁAŚCIWY moment, kiedy twoja publiczność żyje. Bzdura
Najmocniejsze słowa padają jednak w kontekście samej muzyki – czyli czegoś, co dla gitarzystów powinno być wartością samą w sobie. Asato twierdzi, że przez social media zaczyna ona pełnić… odwrotną funkcję.
Brakuje mi po prostu oglądania zdjęć i czytania rzeczy tutaj bez tego nieszczęsnego podkładu dźwiękowego, Muzyka staje się głupim i niewłaściwym źródłem rozproszenia przez ten bezsensowny przymus dodawania jakiegoś dźwięku do WSZYSTKIEGO. Naprawdę tęsknię za dawnym ‘znaczeniem’ zwyczajności

Jego podejście dobrze wpisuje się w coraz częściej pojawiającą się krytykę „contentyzacji” muzyki – czyli sprowadzania jej do roli tła pod krótkie, szybko konsumowane materiały. I tu pojawia się szerszy kontekst, który wykracza poza jednego gitarzystę. Coraz więcej muzyków zaczyna otwarcie mówić o zmęczeniu formatem, w którym bardziej niż zawartość posta liczy się jego timing, obraz potrzebuje „hakującego uwagę” dźwięku, a muzyka staje się dodatkiem, zamiast sednem.
Jeśli nawet „Instagramowy gitarzysta” ma dość Instagrama… to coś ewidentnie się tu rozjechało.


