Matteo Mancuso to jeden z tych gitarzystów, o których mówi się dzisiaj najgłośniej – nie tylko ze względu na oszałamiającą technikę, ale też na sposób myślenia o instrumencie. W czasach, gdy elektryczna gitara często kojarzy się z kostką i szybkością, Włoch idzie w zupełnie innym kierunku. I choć jego styl zahacza o jazz i klasykę, on sam konsekwentnie podkreśla swoją – uwaga – rockową tożsamość.
Sam fakt grania przez Matteo Mancuso palcami nie wystarczyłby, by zyskać uznanie takich nazwisk jak Joe Bonamassa czy Al Di Meola. Kluczowy jest styl – zakorzeniony w blues rocku, wzbogacony jazzową wrażliwością i oparty na technice gitary klasycznej. Za tym wszystkim stoi solidne wykształcenie. Matteo już w liceum uczył się gry na gitarze klasycznej, a w czerwcu 2022 roku ukończył z wyróżnieniem studia jazzowe w Konserwatorium w Palermo. To połączenie dwóch światów wyraźnie słychać w jego grze.
Jak sam tłumaczy, operuje dwiema podstawowymi technikami prawej ręki. Pierwsza to „tocco libero”, czyli uderzenie wolne znane z gitary klasycznej, wykorzystywane m.in. przy przeskokach między strunami i grze arpeggiów, często z użyciem kciuka. Druga to „appoggiato” – technika bliższa gitarzystom basowym, gdzie kciuk opiera się o pickup, a struny szarpane są palcami wskazującym, środkowym i serdecznym.
Choć wielu automatycznie porównuje go do Marka Knopflera, Mancuso jasno wskazuje źródła swojej techniki:
Wiem o Marku, ale tak naprawdę nie wypracowałem tej techniki, dopóki nie zacząłem studiować gitary klasycznej. Większość technik, których używam, pochodzi ze świata gitary klasycznej, a część z nich wywodzi się z flamenco. Technicznie rzecz biorąc, to bardziej pochodzi ze świata klasycznego niż elektrycznego
Z kolei jazz odegrał ogromną rolę w jego muzycznej świadomości. Podczas studiów w Palermo Mancuso chłonął nie tylko gitarzystów, ale też saksofonistów i pianistów:
Kiedy byłem w konserwatorium w szkole muzycznej w Palermo, nauczyłem się bardzo dużo, słuchając innych muzyków, takich jak saksofoniści czy pianiści. To właśnie tam zacząłem rozwijać swoje jazzowe słownictwo. To pomaga myśleć o gitarze w bardziej różnorodny sposób, bo jeśli słuchasz tylko gitarzystów, to wychodzisz z tego tylko z gitarowym podejściem
Uważam się przede wszystkim za gitarzystę rockowego z pewnymi wpływami jazzu. Moimi inspiracjami są tacy muzycy jak Frank Gambale czy Allan Holdsworth — wszyscy to gitarzyści, którzy słuchali dużo jazzu, ale w ich grze jest element rocka albo rock-bluesa
To deklaracja, która w środowisku gitarowym zawsze budzi emocje. Bo z jednej strony mamy akademickie wykształcenie i jazzowy język, z drugiej – wyraźne zakorzenienie w rockowej estetyce.
Jego styl to w praktyce unikalne połączenie trzech światów – jazzu, bluesa i rocka – przefiltrowanych przez klasyczne podejście do techniki. Efekt? Niesamowita precyzja, ekonomia ruchu i klarowność artykulacji, która na gitarze elektrycznej wciąż jest rzadkością.
Co ciekawe, mimo całego zamieszania wokół jego techniki, Mancuso nie przypisuje sobie żadnej rewolucji:
Nie ma żadnych sekretów. Nie wynalazłem tej techniki. To dobre połączenie techniki basowej i stylu klasycznego, którego nauczyłem się, gdy byłem nastolatkiem. To po prostu rzadko spotykane na gitarze elektrycznej, ale zawsze powtarzam, że nie wynalazłem tej techniki, tak samo jak Van Halen nigdy nie powiedział, że wynalazł tapping


