Lata 80. to nie tylko wyścig na szybkość – to był moment, w którym gitarzyści zaczęli rywalizować… liczbą gryfów. Serio. I jeśli ktoś myśli, że dzisiejsze „gear flexy” na Instagramie są przesadzone, to niech spojrzy na to, co robili wtedy Steve Vai i Michael Angelo Batio.
Cała historia zaczyna się oczywiście od Eddiego Van Halena, który „emancypując” tapping wywrócił gitarowy świat do góry nogami. Ale chwilę później poszło to w zupełnie inną stronę – zamiast tylko grać szybciej, gitarzyści zaczęli kombinować, jak grać więcej, szybciej, gęściej…
Michael Angelo Batio był jednym z pierwszych, który poszedł w tę stronę. Jego charakterystyczna dwugryfowa gitara ustawiona pod kątem pozwalała grać na nich jednocześnie, często z użyciem jego firmowej techniki „over-under”. Brzmi absurdalnie? No to czytajcie dalej.
Bo wtedy do gry wszedł Vai – ze swoją legendarną, potrójną gitarą w kształcie serca. Zaczął się „wyścig zbrojeń”.
Jak wspomina sam Batio, to nie była jego inicjatywa, tylko presja wytwórni:
Steve Vai wyszedł z gitarą z trzema gryfami w kształcie serca. Moja wytwórnia chciała, żebym rzucił mu wyzwanie. Nie widziałem sensu w takich rywalizacjach. Wytwórnia mówi: ‘Michael… Steve ma trzy gryfy, a ty masz dwa. Wiesz, czego potrzebujesz?’ A ja na to: ‘Czterech!’. I im się to spodobało
I tak powstał jeden z najbardziej odjechanych instrumentów w historii – czterogryfowy potwór, zaprojektowany przez samego Batio i zbudowany przez legendarnego lutnika Wayne’a Charvela.
Zapytałem go: ‘Dasz radę to zrobić?’ Mam inżynierskie podejście do projektowania gitar, więc zaprojektowałem Quad. Powiedziałem mu, że to mają być cztery oddzielne gitary – i tyle. To było coś szalonego. Nie było żadnych ograniczeń w tym, co próbowaliśmy zrobić
Efekt? Instrument, który wyglądał jak coś pomiędzy sci-fi a gitarowym memem… ale działał.
Batio do dziś podkreśla, że wszystko, co widać na nagraniach (np. w numerze „Freight Train” zespołu Nitro), było grane naprawdę:
Nie, nie. Te utwory miały tempo 200 bpm, co dla mnie było niczym – same szesnastki. To była taśma analogowa. Żadnych dogrywek. Dziś jest wielu gitarzystów, którzy potrafią grać w ten sposób
Co ciekawe, Vai przyznał po latach, że jego potrójna gitara była bardziej… rekwizytem niż realnym narzędziem:
Używaliśmy jej jako gadżetu do teledysku, ale potem poczułem się trochę winny, bo nie potrafię zrobić tego na prawdę — Michael Angelo potrafi, nie wiem jak to robi, ale ja udawałem
I to jest chyba najlepsze podsumowanie tej historii. W czasach, gdy wszyscy ścigali się na technikę, niektórzy poszli krok dalej i zaczęli rywalizować na pomysły – często totalnie absurdalne.
Czy to było potrzebne? Niekoniecznie.
Czy było spektakularne? Zdecydowanie.
I coś mówi o tamtej epoce.


