Jeszcze kilka lat temu wrzucała covery na YouTube, dziś gra na największych scenach świata u boku Machine Gun Kelly. Sophie Lloyd opowiada, jak naprawdę wyglądało jej wejście do jednego z najgłośniejszych projektów ostatnich lat – i dlaczego jej obecność w zespole może mieć znacznie głębsze znaczenie niż tylko muzyczne.
I trudno się z tym nie zgodzić. W czasach, gdy scena gitarowa wciąż kojarzy się głównie z męskim światem, co widzieliśmy choćby ostatnio na targach Guitar Expo, gdzie 90 % wystawców i odwiedzających stanowili faceci, taki ruch ma realne znaczenie – szczególnie dla młodszej i damskiej publiczności.
W rozmowie z serwisem Classic Rock History Sophie Lloyd wraca do momentu, który zmienił wszystko:
MGK odezwał się do mnie na Instagramie po tym, jak jego perkusista Rook pokazał mu kilka moich filmów. Szukali drugiego gitarzysty i najwyraźniej uznali, że pasuję. Jestem bardzo wdzięczna, że mi zaufali, bo tak naprawdę znali mnie tylko z internetu i nie miałam dużego doświadczenia koncertowego
To historia, która jest klasycznym przykładem „od social mediów do wielkiej sceny”. Lloyd zaczynała od publikowania coverów już w 2011 roku, a jej materiały – inspirowane m.in. brzmieniem Iron Maiden czy Pantera – wygenerowały dziesiątki milionów wyświetleń. To właśnie ten internetowy dorobek otworzył jej drzwi do światowych tras.
Ale według samej gitarzystki za decyzją MGK mogło stać coś jeszcze:
Myślę, że jednym z powodów, dla których mnie wybrali, była też kwestia reprezentacji. MGK ma ogromną publiczność młodych dziewczyn i obecność gitarzystki na scenie wysyła bardzo mocny sygnał o tym, co jest możliwe
Jej historia dobrze pokazuje, jak bardzo zmienił się dziś przemysł muzyczny. Talent to jedno, ale widoczność w sieci potrafi być równie ważna – a czasem wręcz kluczowa. Jednocześnie obecność takich postaci jak Sophie Lloyd na dużych scenach realnie wpływa na to, kto sięga po gitarę jutro.









