Steve Morse to gitarzysta absolutnie wybitny — od virtuosowskich Dixie Dregs, przez Kansas, po solową karierę i niemal trzy dekady w Deep Purple, gdzie stał się z czasem najdłużej grającym gitarzystą w historii zespołu. A jednak, gdy w 1994 roku wszedł w buty Ritchiego Blackmore’a – człowieka, który wymyślił riffy, które stały się fundamentem hard rocka – wielu fanów nie przyjęło go z otwartymi ramionami. Delikatnie mówiąc.
Steve Morse wspomina w serwisie Prog, że część publiczności dawała mu to odczuć w bardzo dosłowny sposób:
Objawiało się to rzeczami śmigającymi obok mojej twarzy. Jedna z butelek uderzyła kiedyś Jona Lorda, prosto w głowę, prawie go nokautując
Dziś, po latach, muzyk patrzy na tamten okres z dystansem i zrozumieniem. Wiedział, że zastępując tak uwielbianą legendę, nie zdobędzie serc wszystkich. Jak przyznaje:
Akceptacja części fanów przyszła dopiero po pierwszym albumie i pierwszej trasie. Ale nigdy nie zdobyłem całej publiczności Deep Purple. Nie da się!
Co ważne, Morse miał już wcześniej doświadczenie w byciu „tym nowym”, który zastąpił ikonę. Gdy dołączył do Kansas, również spotkał się z niechęcią ze strony oddanych fanów zespołu, przekonanych, że zastąpił ich ukochanego Kerry’ego Livgrena. Jak wspomina:
W oczach wielu ludzi zająłem miejsce Kerry’ego Livgrena w Kansas – jakbym go wypchnął. Też było dużo wrogości, ale przynajmniej byłem już oswojony z tym konceptem i gotowy, że może się to powtórzyć w Deep Purple
Morse rozumiał reakcje fanów – sam, jako młody słuchacz, miał podobne odczucia. Porównuje swoje doświadczenia do sytuacji Ronniego Wooda, który w 1975 roku dołączył do The Rolling Stones, zastępując Micka Taylora. Jak mówi
Jako dzieciak byłem zafascynowany wczesnymi Stonesami, więc rozumiałem to
Mimo trudnych początków, gitarzysta z ogromnym sentymentem wspomina granie z Deep Purple. Zespół pozwolił mu rozwinąć się muzycznie, dodać swój charakter i odrobinę improwizacji – czasem nawet aż za dużo.
To była potężna rockowa maszyna z bardzo dobrymi muzykami. Byłem naprawdę chętny, żeby dawać z siebie wszystko. Myślę, że chłopaki mieli już dość mojego improwizowania i dodawania rzeczy. Czasami za bardzo zbaczałem ze scenariusza!


