Nawet dla takich gigantów jak Steve Vai są rzeczy, których nie da się ogarnąć na gitarze. I nie chodzi tu o ekstremalne shredy, czy niepowtarzalną artykulację Eddiego Van Halena, tylko… muzykę King Crimson i zagrywki Roberta Frippa.
Steve Vai, który w swojej karierze opanowywał partie Franka Zappy, Yngwie Malmsteena czy grał utwory Van Halen, przyznaje, że właśnie materiał Crimsonów potrafi być dla niego najbardziej… zdradliwy.
Podczas rozmowy o projekcie Beat – który skupia się na repertuarze Crimson z lat 1981–1984 – opisał swoje pierwsze podejście do tych utworów:
Musiałem upewnić się, że dam radę to zagrać. Posłuchałem i pomyślałem: ‘OK, ogarnę to’. Zgodziłem się na trasę, dostałem nuty – bardzo dokładne transkrypcje każdej nuty z tych trzech płyt. To było zbawienie
Tyle, że teoria szybko zderzyła się z praktyką:
Kiedy zacząłem faktycznie grać te partie, zorientowałem się, że one są naszpikowane pułapkami. To są partie Roberta Frippa. Ma on unikalną technikę, którą rozwijał przez całe życie. A ja mam zupełnie inną
Vai rozkłada to nawet na procenty – i robi się ciekawie:
Jakieś 80% materiału leżało mi pod palcami tak, jak on to gra. Około 15% – grałem te same nuty, ale inną techniką, bo nasze podejścia są zbyt różne. Ale jest też mały procent rzeczy, które są po prostu bezlitosne i kompletnie poza moim zasięgiem w tym wieku
I tu pada konkretny przykład – „Frame by Frame”:
Jest tam jeden riff. Pędzi jak szalony, nie da się tego normalnie kostkować i ciągnie się bez końca. Nie byłem w stanie grać tego równo każdego wieczoru. Musiałem to trochę zmienić – ale to jedyny taki przypadek
Skąd ta „pułapkowość” u Frippa? Sam gitarzysta tłumaczył to już w latach 70. Jego podejście do techniki było zupełnie inne niż standardowe rockowe granie:
Zakładam, że masz dwie ręce, więc dlaczego nie używać obu w pełni. Uważam, że ręka z kostką jest ważniejsza niż lewa
https://youtu.be/AH8YU2feX3M?si=ypRm6FLPViDv6eIv


