Brian „Head” Welch z Korn od lat otwarcie mówi o swojej burzliwej przeszłości i życiowej przemianie. W najnowszym wywiadzie dla Loudwire gitarzysta wyjaśnił, dlaczego pieniądze i sława przestały mieć dla niego znaczenie, a także wrócił wspomnieniami do momentu odejścia z zespołu w 2005 roku — decyzji, która na zawsze zmieniła jego życie i podejście do kariery.
Historia Briana Welcha wpisuje się w szerszy kontekst rockowych biografii, w których sukces komercyjny często idzie w parze z osobistymi kryzysami i uzależnieniami. Podobne drogi przemiany przeszli m.in. Dave Mustaine czy Nikki Sixx, którzy po latach walki z nałogami podkreślali, że prawdziwą wartość ma rozwój osobisty i relacje z fanami, a nie status czy pieniądze. W przypadku gitarzysty Korn szczególnie widoczne jest to, jak głęboka zmiana życiowa może nie tylko uratować człowieka, ale też nadać jego twórczości nowy sens i autentyczność.
We fragmentach rozmowy opublikowanych w serwisie Loudwire Welch przyznał, że mimo sukcesów i rozpoznawalności czuł się wtedy całkowicie zagubiony.
Odszedłem z Korn w 2005 roku jako przegrany narkoman bez niczego. Miałem mnóstwo pieniędzy, nagród i wszystkiego — ale tak naprawdę nie miałem nic. Nie wiedziałem, kim jestem
Gitarzysta podkreślił, że dopiero radykalne zmiany pozwoliły mu odzyskać kontrolę nad życiem i odnaleźć wdzięczność.
Zrezygnowałem ze wszystkiego, żeby odkryć, kim jestem. Zajęło mi kilka lat, żeby naprawdę poznać nowego siebie, a możliwość powrotu do Korn na ostatnią dekadę i zobaczenia rozwoju oraz więzi z fanami sprawia, że każdego dnia żyję w poczuciu wdzięczności
Przypominamy, że po opuszczeniu zespołu przeszedł głęboką przemianę duchową, nawrócił się i rozpoczął działalność solową pod szyldem Love and Death, wydając debiutancki album w 2008 roku, który w pewnym stopniu odzwierciedlał jego nowy kierunek życiowy i artystyczny.
Droga powrotna do Korn rozpoczęła się nieoczekiwanie w 2012 roku podczas festiwalu Carolina Rebellion, gdzie Welch po raz pierwszy od siedmiu lat pojawił się na scenie z dawnymi kolegami. Wydarzenie szybko przerodziło się w coś więcej niż jednorazowe spotkanie — rok później gitarzysta oficjalnie wrócił do składu, kończąc ośmioletnią przerwę.


