Zanim Donald Trump na dobre wszedł do polityki, był jedną z najbardziej rozpoznawalnych i kontrowersyjnych postaci nowojorskiej elity biznesowej. Jako symbol bogactwa, ostentacyjnego stylu życia i hedonizmu regularnie gościł na okładkach tabloidów, a jego głośne romanse były pożywką dla prasy na całym świecie. Jedna z tych historii okazała się na tyle nośna, że – zupełnie niespodziewanie – trafiła do świata gitarowych riffów i stała się inspiracją dla… bożonarodzeniowego utworu AC/DC.
Gdy w 1990 roku zespół pracowała nad albumem „The Razor’s Edge”, media żyły romansem Trumpa z Marlą Maples. W tle była zdrada pierwszej żony, Ivany, publiczne pranie brudów i typowy dla epoki medialny spektakl. Angus Young i spółka, obserwując to zamieszanie z dystansu, zaczęli zastanawiać się, jak wyglądałoby Boże Narodzenie w świecie rozpieszczonego playboya, dla którego pieniądze i kobiety są elementem codziennego krajobrazu. Tak narodził się pomysł na „Mistress for Christmas”.
Tekst podobno powstał błyskawicznie i od początku był celowo przerysowany, kampowy i prowokacyjny. AC/DC nie próbowali pisać wielkiej satyry społecznej. To miała być świąteczna anegdota, podana w ich charakterystycznym, szelmowskim stylu. Dzwonki bożonarodzeniowe i odniesienia do Gwiazdki w żaden sposób nie złagodziły masywnych riffów ani charyzmy wokalu Briana Johnsona. To wciąż było AC/DC w najczystszej postaci.
Po latach Angus Young potwierdził, że inspiracja była jak najbardziej konkretna. W rozmowie z Guitar World określił „Mistress for Christmas” jako „najzabawniejszy numer na 'The Razor’s Edge’” i bez ogródek przyznał:
Ta piosenka jest o Donaldzie Trumpie. W tamtym czasie był na ustach wszystkich, więc pomyśleliśmy, że trochę sobie z tego pożartujemy
Oczywiście temat nie mógł przejść bez kontrowersji. AC/DC od lat mierzą się z zarzutami o seksistowskie teksty i uprzedmiotawianie kobiet. Zespół konsekwentnie odpowiada jednak, że są przede wszystkim bandą dowcipnisiów, a ich twórczości nie należy traktować dosłownie – szczególnie w przypadku „Mistress for Christmas”, które można odczytywać raczej jako kpinę z prawdziwego mizogina niż jego pochwałę.
Z kolei w 1990 roku wywiadzie dla gazety Auckland Star, Angus żartował:
Nie jesteśmy od moralizowania ani od narzucania ludziom, jak mają żyć. Dla nas taka piosenka to po prostu dobra zabawa i tak właśnie powinna być odbierana
Gitarzysta dodawał też, że nigdy nie przejmował się łatką zespołu „seksistowskiego”, bo i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto dopisze do ich tekstów znaczenia rodem z teorii spiskowych.
Wydany we wrześniu 1990 roku „The Razor’s Edge” okazał się wielkim powrotem AC/DC na rockowy szczyt. „Thunderstruck” i „Moneytalks” szybko zyskały status klasyków, a zespół znów stał się jednym z największych stadionowych gigantów świata. A „Mistress for Christmas”, ta dziwna, trumpowska kolęda, do dziś pozostaje jednym z nielicznych utworów AC/DC, które nigdy nie doczekały się wykonania na żywo.


