Paul Weller od dekad uchodzi za jednego z najbardziej wpływowych artystów brytyjskiej sceny, a jego język bywa równie ostry jak jego gust muzyczny. Lider The Jam i The Style Council nigdy nie miał problemu z mówieniem wprost, co myśli o innych – a lista jego „ulubieńców” i słowa o nich wypowiedziane mogą naprawdę zaskoczyć.
Paul Weller jest jednym z tych artystów, którzy pomogli zdefiniować alternatywne podejście do rocka – bardziej autorskie, stylowe i zakorzenione w tradycji soulu czy R&B. Wpływ Wellera można odnaleźć w twórczości wielu muzyków indie, a jego bezkompromisowa postawa sprawiła, że stał się kimś więcej niż tylko songwriterem – raczej punktem odniesienia dla całych środowisk. Ale ta sama bezkompromisowość często przeradza się w… bezlitosne określanie innych artystów.
Małe zestawienie opinii Wellera o kilku kolegach z branży przygotował serwis Far Out
Jednym z najbardziej znanych „celów” Wellera jest U2. Artysta nie tylko skrytykował ich słynną akcję z darmowym albumem na Apple Music, ale też podsumował ich twórczość:
Pseudo-amerykańskie śmieci
Weller nie szczędził mocnych słów również wobec Freddiego Mercury’ego. Odnosząc się do jego ambicji „przybliżenia baletu klasie robotniczej”, rzucił brutalnie:
Powiedział, że chce przybliżyć balet klasie robotniczej. Co za palant
Jeszcze ostrzej zrobiło się przy okazji spekulacji o wspólnym występie z James Blunt. Weller uciął temat jednym zdaniem:
Wolałbym zjeść własne gówno niż z nim zaśpiewać
Nie lepiej potraktowany został Sting. Weller podsumował go bez ogródek:
Cholernie okropny gość. Kompletnie nie moja bajka. Totalne dno. Zero pazura, zero charakteru, nic











