Miesiąc temu Matteo Mancuso wypuścił „Route 96” — drugi solowy album, który udowadnia, że debiut był tylko rozgrzewką. W najnowszej rozmowie z MusicRadar opowiada o współpracy z Vaiem, nienawiści do „gitarowych pojedynków” i jednej radzie, która zmieniła sposób, w jaki nagrywa.
Kiedy w 2023 roku Matteo Mancuso wydał debiutancki album „The Journey”, gitarowy świat zareagował z jednomyślną pozytywną opinią. Wszyscy używali tych samych słów: przyszłość gitary maluje się w jasnych barwach. 28-letni Sycylijczyk, wyciągający z Yamahy Revstar dźwięki, których nikt wcześniej tak nie układał, stał się sensacją w ciągu kilku tygodni od premiery.
Problem w tym, że sam Mancuso był już wtedy lekko znudzony materiałem (za Music Radar):
«Route 96» reprezentuje mnie znacznie lepiej niż pierwsza płyta. Główna różnica polegała na tym, że chciałem kompozycji z nieco bardziej złożonymi i zaawansowanymi aranżacjami. Pierwszy album brzmi nieco bardziej jazzowo. Ten jest bardziej eksperymentalny
Tym razem Mancuso celowo odciął się od gitarowych wpływów — i zaczął słuchać muzyki latynoskiej, klasycznej, wszystkiego poza tym, co grają inni gitarzyści. Efekt słychać zwłaszcza w „Isla Feliz” i „Warm Sunset”, nasiąkniętych południowoamerykańskim rytmem.
My, gitarzyści, mamy tendencję do zbyt intensywnego słuchania kolegów po fachu. To świetne do nauki, bo słyszysz swój własny instrument i jesteś w stanie go analizować. Ale jeśli kopiujesz saksofonistów albo pianistów, jest to trochę trudniejsze, bo to nie jest twój instrument i musisz dekodować rzeczy w inny sposób
Jednym z najlepszych momentów na płycie jest „Solar Wind” — utwór z gościnnym udziałem Steve’a Vaia, który Mancuso zaczął pisać niemal natychmiast po pierwszym spotkaniu z gitarowym guru w styczniu 2024 roku na jego akademii w Orlando. Vai powiedział mu wtedy: „Jeśli masz coś, na czym mógłbym zagrać, chętnie to zrobię.” Mancuso wrócił do domu i zaczął pisać.
Wiedziałem od początku, że ta piosenka jest piosenką Steve’a. Dlatego chciałem mieć jak najbardziej Steve Vai-owski utwór na płycie. Dlatego nawet gram tam pewne rzeczy, które kojarzyłyby się ze Steve’em
Przy okazji zdradził jeden szczegół techniczny, który rozbawił fanów nagrywania na całym świecie:
Będę z wami zupełnie szczery — przeszedłem na 96kHz, bo Steve mi to powiedział. I nigdy tego nie kwestionowałem. Szczerze mówiąc, nie słyszę aż takiej różnicy. Może stereo jest trochę szersze, może to tylko wrażenie. Ale skoro Steve mi powiedział, żebym to zrobił, po prostu to zrobiłem, bo chciałem nagrywać jak Steve
Osobnym wątkiem jest filozofia Mancuso wobec współpracy. Na albumie pojawia się też Antoine Boyer — mistrz gypsy jazzu, który zagrał na „Isla Feliz”. W obu przypadkach Mancuso świadomie unikał tego, czego nienawidzi w gitarowym świecie:
Nie chciałem robić nic z tych rzeczy w stylu gitarowego pojedynku. To jedna z rzeczy, których naprawdę nie lubię w świecie gitary. Na «Solar Wind» na przykład nie gram żadnych solówek — tylko główną melodię. Nie chciałem żadnych porównań między mną a Steve’em. Po prostu chciałem piosenki, gdzie gra Steve. I tyle
Mancuso ma też coś do powiedzenia tym, którzy narzekają na poziom współczesnych gitarzystów — i jest to diagnoza zaskakująco optymistyczna:
Poziom techniczny podniósł się w ciągu ostatnich 10 lat tak bardzo, że zbliżamy się do poziomu gitarzystów klasycznych, za którymi stoi o wiele więcej historii i nagiej techniki. Teraz wiemy już wszystko o technice — jak trzymać kostkę, jak powinna wyglądać lewa ręka, jak grać tapping, a jak picking. Wszystkie te informacje są dostępne. Więc nie masz już żadnych wymówek, żeby nie mieć dobrej techniki
Najważniejszą radę dostał jednak od Vaia — i jest ona zaskakująco prosta jak na człowieka, który sam ćwiczy dziesięć godzin dziennie:
Steve powiedział mi: «Gramy w erze internetu, gdzie masz wszystko dostępne, mnóstwo bodźców. Czasem lepiej po prostu wyłączyć wszystko, wziąć gitarę i być sam — tylko ty i twój instrument — żeby naprawdę wyruszyć w introspekcyjną podróż i odkryć, co najbardziej cię ekscytuje w muzyce i gitarze.»


