Gitarzysta sesyjny Pink Floyd, Tim Renwick, ujawnił niedawno ciekawą – i dość napiętą – dynamikę pomiędzy Rogerem Watersem a Erikiem Claptonem. W obszernym wywiadzie dla Guitar Player opowiedział o tym, jak reakcje publiczności na solówki Claptona wywoływały u Watersa narastającą frustrację.
Cała sytuacja miała miejsce w szczególnym momencie kariery Rogera Watersa. Był to okres, w którym przygotowywał się do swojego pierwszego dużego solowego przedsięwzięcia po odejściu z Pink Floyd. W 1984 roku wyruszył w trasę promującą album „The Pros and Cons of Hitch Hiking”, do której zaprosił Claptona – zarówno jako gitarzystę studyjnego, jak i koncertowego.
Clapton wniósł do materiału wyrazisty, bluesowy charakter, a jego partia w utworze „5:01 AM (The Pros and Cons of Hitchhiking)” bywa do dziś określana jako jedna z najbardziej sugestywnych solówek w całym katalogu Watersa. Na scenie jednak ten sam kunszt gitarowy przyciągał uwagę widzów w sposób, który dla autora konceptualnych piosenek okazał się problematyczny.
Tim Renwick nie owijał w bawełnę, opisując sytuację na koncertach:
Trzeba powiedzieć wprost: Roger był trochę urażony faktem, że ilekroć Eric Clapton wychodził i grał solówkę, sala dosłownie eksplodowała. Ludzie wyciągali zapalniczki, a aplauz był ogromny
Entuzjazm widowni, zamiast cieszyć lidera projektu, działał na niego wręcz odwrotnie. Renwick tłumaczył, że Waters miał poczucie, iż uwaga słuchaczy odpływa od samej muzyki i narracji utworów:
I to strasznie Rogera denerwowało, bo – słusznie lub nie – uważał, że publiczność tak naprawdę nie słucha piosenek. Oni tylko czekali na to, co zrobi Eric. Przez to pojawiła się pewna doza urazy
Sama trasa również nie należała do łatwych. Wystartowała 16 czerwca 1984 roku w Sztokholmie, ale przez cały czas zmagała się ze słabą sprzedażą biletów, co tylko potęgowało napięcie wokół projektu. Mimo to koncerty miały unikalny charakter: obok materiału solowego Watersa pojawiały się również wybrane utwory Pink Floyd, tworząc pomost między jego przeszłością a nowym artystycznym rozdziałem.
Współpraca Watersa i Claptona była więc jednocześnie artystycznie znacząca i emocjonalnie trudna. Jak pokazują wspomnienia Renwicka, gitarowy kunszt Claptona – ten sam, który czyniła go idealnym partnerem muzycznym – stał się też źródłem poczucia konkurencji u Watersa.









