Spory o tantiemy potrafią wracać nawet po dekadach – zwłaszcza gdy w grę wchodzą katalogi zespołów, które na zawsze zapisały się w historii muzyki. Najnowszy przykład to The Police. Sting zapłacił właśnie ponad 800 tys. dolarów swoim byłym kolegom z zespołu – gitarzyście Andy’emu Summersowi i perkusiście Stewartowi Copelandowi – po tym, jak obaj wnieśli przeciwko niemu pozew, twierdząc, że przez lata byli niedopłacani z tytułu tantiem.
Według informacji podanych przez BBC, sprawa trafiła do londyńskiego High Court. Pisaliśmy już o tym, że Summers i Copeland twierdzili, że należą im się kwoty od 2 do nawet 10,75 mln dolarów, a podczas środowej rozprawy ich prawnicy zaznaczali, że ta suma może być jeszcze wyższa. Jak podkreślono, chodziło o „historyczne niedopłaty”, które „nie obejmują odsetek”.
Choć żaden z trzech muzyków nie pojawił się w sądzie osobiście, a prawnicy Summers’a i Copelanda argumentowali, że umowy zawarte w 1997 i 2016 roku powinny zostać zreinterpretowane w świetle współczesnych realiów, a więc uwzględniać dochody ze streamingu i pobrań cyfrowych.
Zespół prawny Stinga prezentował jednak zupełnie inne stanowisko. Według jego adwokatów Summers i Copeland nie mają prawa do tantiem ze streamingu, ponieważ te przychody należy traktować jako „publiczne wykonanie”, a nie sprzedaż. Dodatkowo wskazywano, że umowa z 2016 roku przewiduje wypłaty wyłącznie „z tytułu produkcji płyt”.
Summers i Copeland nie figurowali jako współautorzy większości największych hitów The Police, ale obaj muzycy utrzymują, że już w 1977 roku zespół zawarł „ustną umowę” o dzieleniu się dochodami, która później miała zostać potwierdzona na piśmie. Dokumenty te – jak twierdzą – uznawały, że mimo iż Sting był głównym autorem, pozostali członkowie zespołu wnieśli kluczowy wkład w sukces grupy, na przykład poprzez charakterystyczne partie instrumentalne, takie jak gitarowy riff w „Every Breath You Take”.
Warto przypomnieć, że w studiu zespół nie był wcale przekonany do tego, jak utwór brzmi. W pewnym momencie Sting miał powiedzieć Summersowi wprost, żeby spróbował zagrać coś po swojemu i „uczynił to swoim”. Gitarzysta nagrał wówczas w jednym podejściu bardzo prostą sekwencję rozłożonych akordów – tę, która dziś uchodzi za jedną z najsłynniejszych partii gitarowych. Po zakończeniu ujęcia wszyscy w reżyserce wstali i zaczęli bić brawo, a menedżer zespołu natychmiast skomentował: „To idzie prosto na pierwsze miejsce list”. Co więcej, Summers przyznał, że wcześniej zespół w ogóle rozważał, by nie umieszczać utworu na albumie „Synchronicity” – dopiero ta partia gitary przesądziła o jego losie i gigantycznym sukcesie.
Muzycy mieli uzgodnić, że przy wpływach z praw wydawniczych każdy z nich otrzymywał określony procent – zazwyczaj 15% – jako tzw. „opłatę aranżacyjną”. Summers i Copeland twierdzą, że Sting przez lata wstrzymywał znaczną część tych wypłat.
Postępowanie ma zakończyć się formalnie w najbliższym czasie, ale właściwy proces ma odbyć się później. Dla skali sporu warto dodać kontekst: sam Sting zarabia – według doniesień – około 740 tys. dolarów rocznie wyłącznie na tantiemach z „Every Breath You Take”. Z kolei w 2022 roku sprzedał prawa do całego swojego katalogu autorskiego, obejmującego zarówno twórczość solową, jak i utwory The Police, firmie Universal Music Group za kwotę przekraczającą 300 mln dolarów.
Poniżej ciekawostka: pierwsza wersja „Every Breath You Take”, jeszcze przed wymyśleniem słynnej partii gitarowej przez Summersa (Sting gra tu na klawiszach). Przyznajcie, że jest znacząca różnica w porównaniu z wersją ostateczną.


