Na forach gitarowych i w mediach społecznościowych temat tone chasing — czyli gonitwy za doskonałym brzmieniem — powraca jak bumerang. Jedni uważają, że to bezsensowna pogoń, w której gubimy radość z grania, inni traktują ją jako niekończącą się podróż artystyczną. Wśród największych gitarowych mistrzów nie brakuje głosów, które pokazują, że w tej kwestii nie sprzęt, a osobowość, pasja i… przypadek są kluczowe.
Dyskusja o tym, co definiuje idealne gitarowe brzmienie — i jak bardzo można się pogrążyć w pogoni za nim — rozpala fora oraz media społecznościowe od lat. Na temat tzw. tone chasing narosło wiele historii: od poszukiwania sprzętowego „świętego Graala”, przez obsesyjne zakupy nowinek, aż po moment, gdy stracimy przy tym sens grania.
John Mayer przyznał kiedyś, że sam bardzo wyraźnie odżegnuje się od wiecznego poszukiwania najlepszego tonu:
Doszedłem do wniosku, że nie gonię za brzmieniem. Szukam inspiracji. To zupełnie co innego. Gonić brzmienie oznacza wieczne rozczarowanie. Ale szukać inspiracji — daje radość
A zatem „gonienie za tonem” kojarzy się z frustracją, natomiast „poszukiwanie inspiracji” buduje kreatywność i świeżość w grze. I to może być najważniejsza lekcja, jaką gitarzyści wszystkich pokoleń mogą wynieść od największych mistrzów.
Z kolei Mark Knopfler, mistrz artykulacji i brzmienia, w wywiadzie dla GuitarPlayer wyznał, że jego słynny sound z „Sultans of Swing” był w dużej mierze rezultatem przypadku:
W intro brzmienie gitary było dzielem przypadku… Na początku złamało to moje serce. Ale gdy naprawiliśmy ekranowanie, zabrzmiało to bardzo gwałtownie! To było ziszczenie marzeń
Nie bez powodu wielu muzyków podkreśla, że swój prawdziwy sound odkrywają nie dzięki sprzętowi, ale w codziennej praktyce. W studiu nagraniowym, na próbach czy trasach koncertowych okazuje się często, że to ograniczenia — brak ulubionej gitary, konieczność zagrania na pożyczonym wzmacniaczu — budują najbardziej unikalne brzmienia.. Czyli — czasem najlepsze barwy rodzą się spontanicznie, a nie w wyniku obsesyjnego ustawiania potencjometrów.
Billy Gibbons z ZZ Top przypomina natomiast, że i sprzęt i muzyk działają równorzędnie w nadawaniu ostatecznego brzmienia:
Każda gitara ma swój charakter i osobowość, które można uwydatnić, gdy grasz ją całym sobą.
Historia rocka i metalu zna dziesiątki przypadków, gdy artyści znajdowali swój dźwięk w najmniej oczekiwanych warunkach, a nie dzięki kolejnym zakupom z katalogów sprzętowych. Brian May znalazł przecież swój ton w gitarze zbudowanej z blatu stołu…



