Członek szalonej ekipy Vulfpeck i jeden z najciekawszych współczesnych „operatorów” funkowej gitary, Cory Wong, w nowym wywiadzie wyjaśnił, dlaczego jego zdaniem wielu artystów wciąż nie rozumie zasad działania branży muzycznej – i dlaczego porównywanie gitarzystów między sobą jest bez sensu.
Pisaliśmy już niejednokrotnie o tym, że w dzisiejszych dynamicznych czasach multitasking staje się koniecznością jeśli chodzi o profesje kreatywne. Na wielu polach aktywności artystycznych, w tym muzycznych, twórca musi być zarazem promotorem, managerem, wykonawcą, wydawcą i twórcą treści.
Cory Wong,w rozmowie z Danielem Reddingiem w ramach youtube’owego projektu The Music Quiz, skupił się na biznesowych aspektach bycia muzykiem. Otwarcie przyznał, że większość muzyków nie traktuje swojej kariery jak biznesu – a powinni.
Jestem artystą, ale też właścicielem firmy. Wielu muzyków nie rozumie, że social media trzeba traktować tak, jak firma traktuje marketing. Trzeba umieć oddzielić siebie jako artystę i jako przedsiębiorcę, ale nigdy nie można poświęcić jednego kosztem drugiego. Trzeba też umiećpogodzić te dwie natury, bo inaczej długo się nie utrzymasz. Muzyka to pasja, ale przetrwanie w branży wymaga strategii
Wong wyznał też, że wielokrotnie odrzucał lukratywne propozycje współpracy z markami, które nie były mu bliskie:
Pisali do mnie: ‘Zapłacimy ci kilka tysięcy dolarów za post o naszym produkcie’. Odpowiadałem: ‘Ale ja tego nie lubię’. Jasne, można zarabiać dzięki swojej platformie, ale nie mogę poświęcać swojej artystycznej integralności. Promuję tylko to, co mnie naprawdę cieszy
Muzyk podkreślił, że nie dorastał w czasach, gdy sprzedaż płyt gwarantowała utrzymanie, dlatego od początku musiał myśleć jak przedsiębiorca:
Nie sprzedawałem ton winyli, kaset czy płyt CD. Ciągle mówili mi: ‘Zabierają ci pieniądze’. Może i tak, ale ja nie znam innego świata – a mimo to żyję z muzyki. To świetne uczucie
Wong odniósł się też do wiecznego problemu rankingów i „gitarowych wyścigów zbrojeń”. Dodał, że rywalizacja między gitarzystami często bywa przesadzona:
Na świecie są tysiące gitarzystów lepszych technicznie ode mnie. Ale to wszystko jest subiektywne. Czy naprawdę da się porównać Dalíego, Moneta i Picassa? Przecież każdy z nich jest inny. To takie macho podejście – kto szybszy, kto lepszy. Ale to w ogóle nie musi istnieć. Satriani jest Satrianim, Mayer jest Mayerem, Nile Rodgers jest Nilem Rodgersem. Każdy z nas ma swój świat. I to jest wspaniałe
Wypowiedź Wonga może być lekcją dla każdego młodego muzyka – nie tylko gitarzysty. W czasach, gdy social media i algorytmy mają coraz większy wpływ na karierę artystów, świadomość biznesowa jest równie ważna jak dobrze nastrojony instrument.


