Dave Davies, gitarzysta The Kinks, po raz kolejny zabrał głos w sprawie jednego z najbardziej zatartych mitów w historii rocka — rzekomego udziału Jimmy’ego Page’a w nagraniu solówki do „You Really Got Me”.
W wywiadzie opublikowanym przez Guitar Player Davies odniósł się do wieloletnich kontrowersji z charakterystyczną dla siebie bezpośredniością. Jak wiadomo, Jimmy Page, zanim stworzył Led Zeppelin, był cenionym muzykiem sesyjnym w londyńskim środowisku — i właśnie ta bliskość ze studiem, w którym The Kinks realizowali swoje przeboje dała pożywkę pewnemu mitowi.
We wspomnianym wywiadzie Davies powiedział:
Jimmy Page był przyjacielem producenta Shela Talmy’ego i sesyjnym muzykiem, który kręcił się w pobliżu i liczył, że wkradnie się na sesje. Zamknęliśmy przed nim drzwi i nie dopuściliśmy do studia. Ale i tak wiele się nauczył, podobnie jak wielu innych, którzy nie przyznają się do zapożyczeń od The Kinks. I sądzę, że kiedy sam osiągnął sukces, jego ego tak bardzo się nadęło, że pewnie myślał, że sam wynalazł cholerną gitarę
I tu Davies przechodzi do sedna:
To wszystko jest iluzją — nadymanie własnego ego. W końcu coś musi to przebić jak balon i wracasz na cztery litery na ziemię. Co właśnie nastąpiło, nieprawdaż?
Na koniec dorzucił puentę, która brzmi mniej jak przechwałka, a bardziej jak sucha konstatacja:
Nie wyobrażam sobie nikogo dość szalonego, żeby zagrać solo takie jak to z 'You Really Got Me’
Żeby było jasne — to sam Dave Davies wymyślił i zagrał legendarny riff w „You Really Got Me”, a solówka była zagrana z głowy, całkowicie spontanicznie — co potwierdził choćby perkusista The Kinks, Mick Avory:
To zdecydowanie był Dave Davies, bo nawet nie wiedząc, czujesz, że to Dave, a nie Jimmy Page. Page po prostu nie był w stanie grać w ten sposób. Tamto solo — to był czysty impuls, postawa
Sam Page zresztą wielokrotnie dementował plotki, że nagrywał ten riff, ale producent Eddie Kramer twierdzi, że „pamięta” udział Page’a w tych nagraniach — choć zawsze zaznacza, że to jego subiektywne wspomnienie.
Davies sugeruje zatem, że Page mógł przysłuchiwać się sesji, a nie w niej uczestniczyć — i że z czasem, na fali własnej sławy, ta obecność urosła do rangi wkładu artystycznego.
Jimmy Page, Jeff Beck i Eric Clapton wszyscy zauważyli nowatorskie użycie przez Daviesa zniekształcenia dźwięku — znacznie bardziej agresywnego niż cokolwiek, co wcześniej pojawiało się w rocku. Ale żaden z nich nie był szczególnie hojny w publicznym przyznawaniu się do tego wpływu. Tymczasem Pete Townshend otwarcie przyznał, że „You Really Got Me” zainspirowało go do napisania „I Can’t Explain” w podobnym stylu. Czyli można było zachować się uczciwie. Davies w tym najnowszym wywiadzie zdaje się więc mówić: „Townshend się przyznał, czemu Page nie?”
Ta historia nie jest wyłącznie o dwóch gitarzystach i jednej solówce z 1964 roku. Tak na prawdę jest o czymś absolutnie powszechnym i uniwersalnym w muzyce — o wpływach i zapożyczeniach i o ucciwym podejściu do tego tematu.










