Choć Pink Floyd i Van Halen to dwa zupełnie różne muzyczne światy, David Gilmour nie ukrywał, że darzył Eddiego Van Halena ogromnym szacunkiem. Dla gitarzysty Pink Floyd był on jednym z tych muzyków, którzy zrewolucjonizowali instrument, choć sam Gilmour nigdy nie próbował iść tą techniczną drogą.
David Gilmour przyznał w rozmowie z Guitar Classics w 1985 roku: „Dziś nie słucham innych po to, żeby kraść ich zagrywki. Ale nie mam też nic przeciwko temu, jeśli coś wydaje się dobrym pomysłem. Na pewno wciąż jestem pod wpływem Marka Knopflera i Eddiego Van Halena”
Nie potrafię grać jak Eddie Van Halen, choć chciałbym umieć. Siadałem, próbowałem i nie dawałem rady. Czasami myślę, że powinienem więcej pracować nad gitarą. Gram codziennie, ale nie ćwiczę świadomie skal ani niczego konkretnego
W 1988 roku w rozmowie z Guitar World powiedział, porównując się z Ediem, że był świadomy granicy własnych możliwości:
Podoba mi się granie Eddiego Van Halena, ale ja zupełnie nie potrafię tak grać. Nie mam takich palców
Kilka lat później, też w Guitar World, Gilmour uzupełnił, że nie interesuje go styl grania, który spopularyzował Edward. Dodał też, że choć Eddiego cenił, nie był wielkim entuzjastą jego zespołu:
Eddie Van Halen zrobił parę rzeczy, które naprawdę mi się podobają. Ale w większości przypadków ten rodzaj gry mnie nie interesuje. Gitara to po prostu instrument, na którym najlepiej potrafię wyrażać swoje uczucia. Nie gram szybko, bo nie trzeba. Posłuchaj Johna Lee Hookera – między liniami wokalu uderza w najniższą strunę i jedno ‘boom!’ mówi wszystko
Z kolei w magazynie Guitar Player w 2009 Gilmour przyznał:
Spotkałem go parę razy, zawsze wydawał się bardzo sympatycznym facetem. Muszę wyznać, że nie słucham za dużo Van Halen, ale Eddie jest fantastyczny. Jego chwile czystej, nieokiełznanej radości w grze – jak w kawałku Michaela Jacksona – sprawiają, że chce się wskoczyć na parkiet










