Świetna historia! Niektórzy artyści potrzebują tylko jednej iskry, by całkowicie zmienić swoje życie. Dla Seala taką iskrą okazał się czterokanałowy rejestrator Tascam Portastudio i… dwie proste pozycje akordów na gitarze. To od nich zaczęła się jego droga do stworzenia własnego brzmienia i przebojów, które przeszły do historii muzyki.
Przez pewien czas Seal nie był pewien, co chce robić w życiu. Kochał muzykę, ale brakowało mu kierunku. Miał głos, ale nie miał muzycznej tożsamości. Wszystko zmieniło się dzięki akustycznej gitarze i rejestratorze Tascam Portastudio.
Seal wspomina w rozmowie z Reverb:
Dziewczyna kupiła mi Portastudio, bo powiedziała, że marnuję czas, próbując zostać projektantem mody. Powiedziała, że powinienem pisać muzykę i wziąć się do roboty. Więc zmusiła mnie do zaangażowania się w muzykę. Miała rację
Seal od początku pisał dużo, ale jego piosenki były stylistycznie rozproszone. Nie brzmiały jak on sam, a jego twórczość była podporządkowana wyłącznie głosowi.
Głos jest tak nieokiełznanym instrumentem. Trudno jest zdefiniować brzmienie lub zachować spójność między kolejnymi utworami. Jedną z pierwszych porządnych piosenek, które napisałem, zanim w ogóle potrafiłem coś zagrać, było „Kiss From A Rose”. Powstała z głosu – próbowałem naśladować to, co robi orkiestra. Wszystkie te fragmenty to w zasadzie partie smyczkowe lub orkiestrowe, które starałem się odtworzyć swoim głosem
Z kolei gitarę Seal traktował jako kotwicę, która miała pomóc mu „wyhodować” własną muzyczną tożsamość, a pierwszymi akordami, jakie poznał, były E i A:
Ktoś mi powiedział, że jeśli przesuwać te dwa układy w górę i w dół gryfu, jako akordy barre, można zagrać praktycznie wszystko, co potrzebne do napisania piosenki
To wystarczyło, by powstało „Crazy” – pierwszy utwór, który naprawdę brzmiał jak on sam. Wytwórnie wciąż nie wiedziały jednak, jak go sprzedać:
To uzasadniona obawa, jeśli jesteś wytwórnią. Jesteś biznesem. Jesteś jak firma inwestycyjna, która szuka zwrotu z inwestycji. Jeśli go nie widzisz, to mniej chętnie inwestujesz. I oni nie mogli we mnie zainwestować, nawet jeśli podobało im się to, co słyszeli
Dziś patrzy na to ze zrozumieniem, ale wtedy myślał, że „wszyscy są głusi”:
Nie miałem wątpliwości, że skoro się zaangażowałem, to będzie moja życiowa droga. To nie było coś, co robiłem – to było to, kim byłem. I nie mogłem pojąć, dlaczego oni nie słyszą tego, co ja słyszę. 'Crazy’ wszystko zmieniło. Po raz pierwszy napisałem piosenkę, która brzmiała jak ja, a nie jak ktoś inny. I zawdzięczam to gitarze, bo pozwoliła ujawnić się większej części mojej tożsamości
Minęło trochę czasu… i dzisiaj jego arsenał obejmuje więcej efektów – od większej liczby marek – niż większość z nas byłaby w stanie wymienić. W wywiadzie Seal swobodnie je wymienia, w jego studiu piętrzą się wzmacniacze Matchless, Fender, Mesa i wiele innych, a gitary z jego kolekcji mogłyby rozbudzić zazdrość niejednego muzyka.
Ale dla Seala instrumenty i efekty to coś więcej niż narzędzia pracy. Patrzy na sprzęt jak na dzieła sztuki – unikalne, mające w sobie historię i sound, który pomagają mu tworzyć muzykę dokładnie taką, jak ją słyszy w swojej głowie.


