Eric Clapton i Eddie Van Halen należą do elitarnej grupy muzyków, na których wzorują się późniejsze pokolenia. Tych dwóch artystów z różnych epok i muzycznych bajek, łączył wzajemny szacunek, ale dzieliło niemal wszystko inne. Jeden – wychowany na bluesie, drugi – innowator gry. Ich spotkanie byłoby jak zderzenie dwóch światów, ale osobno zainspirowali tysiące gitarzystów. Sprawdzamy co Eric sądził o Eddiem.
Gdy w latach 60. Clapton wraz z The Yardbirds i Cream pisał historię elektrycznej gitary, Van Halen dopiero zaczynał naukę. Kiedy jednak w 1978 roku ukazał się debiut „Van Halen”, świat usłyszał nową definicję wirtuozerii – tapping, szybkość i dźwięk, który sprawił, że instrument znów stał się bohaterem muzyki. Sam Clapton był już wtedy uznanym mistrzem, a mimo to nie mógł pozostać obojętny na rewolucję, jaką rozpętał młodszy kolega.
W rozmowie z Guitar Player w 1985 roku Clapton przyznał, że szanuje technikę Van Halena, ale nie był to styl, który sam by pokochał (cytujemy za serwisem Rockandrollgarage):
Jest bardzo szybki, ale w moich uszach często przesadza. Ale to dlatego, że jestem prostszym gitarzystą. Może grałbym tak samo, gdybym miał jego technikę. Słyszałem, że spowalniał moje nagrania, żeby nauczyć się solówek. To poświęcenie! Nie wiem, jak na to reagować, Eddie trochę przesadził, mówiąc, że to ja byłem jego główną inspiracją. Powinien znać Buddy’ego Guya. Powinien raczej jego sprawdzić
Szczerość Claptona miała jednak swoją cenę. Kiedy w 1983 roku Brian May zaprosił Van Halena do wspólnego projektu Star Fleet Project i dedykował mu utwór „Blues Breaker”, Clapton… nie był zachwycony:
To zabawne, bo jeśli naprawdę był tak wrażliwy na moją muzykę, a mimo to nie zrozumiał jej istoty, to przegapił cały sens. Ten bluesowy jam był okropny. Wysłali mi to z dedykacją, a ja poczułem się niemal obrażony. Po prostu – nie potrafili grać!
Choć takie słowa mogły zaskoczyć swoją szczerością, Clapton w tym samym wywiadzie dał do zrozumienia, że jego krytyka idzie w parze z uznaniem dla umiejętności Eda, których sam nie posiadał:
To, co robi Eddie, jest daleko poza moim zasięgiem. Może spróbowałbym kiedyś w studiu, ale jeśli polegasz na gadżetach, donikąd nie dojdziesz. Wszystko sprowadza się do tego, co robisz swoimi dwiema rękami – a on robi rzeczy, których ja po prostu nie potrafię
W późniejszych latach Clapton przyznawał z pokorą, że nie był w stanie pojąć techniki Van Halena czy młodszych gitarzystów pokroju Slasha:
Nie potrafię ruszać palcami tak szybko, ani na jednej, ani na drugiej ręce. Dlatego moją odpowiedzią było pójść w drugą stronę. Dlatego B.B. King był dla mnie tak wielką inspiracją – potrafił jednym dźwiękiem powiedzieć więcej niż inni dwudziestoma
Gdy Eddie Van Halen zmarł w 2020 roku, Clapton milczał. Może dlatego, że między nimi nie było już kontaktu, a może dlatego, że w świecie muzyki słowa nie zawsze są potrzebne…









