Choć przez dekady to właśnie Rush bywał wymieniany jako punkt odniesienia dla zespołów progresywno-metalowych, Geddy Lee sam nigdy nie postrzegał swojej muzyki w tych kategoriach. Ciężar był dla niego środkiem wyrazu, nie deklaracją stylistyczną – i być może dlatego jego spojrzenie na metal, w tym na Metallikę pozostawało zdystansowane, ale pełne szacunku
Rush było jednym z tych zespołów, które na długo przed pojawieniem się pojęcia metal progresywny połączyły rozmach rocka progresywnego (zwanego kiedyś art rockiem) z ciężarem hard rocka. I może dlatego, choć Rush nigdy nie byli zespołem metalowym, ich wpływ na cięższą stronę rocka jest nie do podważenia.
Geddy Lee wielokrotnie podkreślał, że heavy metal nie jest jego ulubionym gatunkiem, ale robił przy tym jeden bardzo wyraźny wyjątek – Metallikę. W rozmowie z Vice w 2015 roku jasno określił swoje podejście do metalu i sympatię do zespołu Hetfielda i Ulricha:
Nie słucham dużo metalu. Choć w naszym brzmieniu jest coś, co można uznać za metalowe, ja przypisuję to raczej wczesnemu metalowi – w takim sensie, w jakim metalowi byli Zeppelin, Black Sabbath czy Blue Cheer. To była tradycja, z której my czerpaliśmy. Lubię Metallikę i mam do nich ogromny szacunek. Ale w moim domu raczej nie usłyszysz speed metalu ani death metalu
Już w połowie lat 80. Lee dostrzegał w Metallice coś, czego brakowało wielu innym zespołom sceny metalowej – ambicję i chęć wyjścia poza schemat. W 1986 roku powiedział magazynowi Hit Parader:
Większość zespołów metalowych brzmi tak samo. Jest wręcz przerażający brak chęci, by odejść od standardowych metalowych klisz. Ale Metallicę lubię. To świetny metalowy zespół – uczciwy w tym, co robi. Pod pewnymi względami przypominają mi Rush. Starają się robić metal bardziej skomplikowany, ale jednocześnie wciąż rozrywkowy
Mało kto wie, że relacja między Rush a Metallicą mogła pójść jeszcze dalej. Geddy Lee był bowiem o krok od… zostania producentem albumu „Master of Puppets”. W tej samej rozmowie z Vice wspominał:
To w pewnym sensie prawda. Były rozmowy z Larsem, jeszcze wtedy, zanim wyszło ‘Master of Puppets’. Coś wisiało w powietrzu. Przyjaźniłem się z ich managementem, poznałem Larsa w Anglii, pamiętam też, że widziałem ich w Toronto w Masonic Temple. To było jeszcze wtedy, gdy grał ich oryginalny basista, przed tą tragedią. Rozmawialiśmy o współpracy, bardzo lubiłem ten zespół w tamtym czasie. Ale ostatecznie po prostu do tego nie doszło
A na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Jak wspominał Kirk Hammett, obecność Geddy’ego Lee na jednym z koncertów Metalliki w latach 80. była dla nieodżałowanego Cliffa Burtona ogromnym przeżyciem:
Geddy Lee pojawił się na jednym z naszych koncertów podczas trasy ‘Ride The Lightning’ w Toronto. Ktoś przyszedł na backstage i powiedział, że jest na widowni. Cliff kompletnie oszalał. Zaczął chodzić tam i z powrotem, palić trawkę i powtarzać: ‘O mój Boże, Geddy! Geddy Lee!’ Nie mógł się uspokoić – był jednocześnie strasznie zdenerwowany i szczęśliwy. A kiedy Ross Halfin powiedział mu innego dnia, że na sali jest Geezer Butler, było dokładnie to samo


