Były basista Metalliki Jason Newsted rzadko mówi wprost o emocjonalnym ciężarze, jaki dźwigał po dołączeniu do zespołu tuż po tragicznej śmierci Cliffa Burtona. W majowym wywiadzie dla Loudwire Nights szczerze odsłonił kulisy tamtego okresu.
Najtrudniejsze pierwsze nuty w historii metalu
Wrzesień 1986. Autokar Metalliki przewraca się na szwedzkiej drodze. Cliff Burton ginie. Zespół jest w rozsypce. A mimo to – machina nie może się zatrzymać. Trasy, kontrakty, rosnąca popularność. Zaledwie kilka tygodni później Metallica ma już nowego basisty: 23-letniego Jasona Newsteda, dotąd wiernego basistę Flotsam and Jetsam.
Newsted wchodził do składu z absolutnie innym ładunkiem emocjonalnym niż reszta zespołu. Dla niego to był szczyt marzeń. Dla Hetfielda, Ulricha i Hammetta – czarna rozpacz.
Dołączyłem do tej machiny, a w środku byli trzej ludzie pogrążeni w smutku, zbiorowej depresji, pełni gniewu i bólu. Nie mogli pojąć, co się stało. Nikt nie mógł, ale oni szczególnie
Dwadzieścia dni. Wzmacniacz Cliffa. Dwudziestotrzylatki bez czasu na łzy
To, co Newsted powiedział w rozmowie z Loudwire Nights, brzmi jak scena z rockowego thrillera – ale to była rzeczywistość. Miesiąc po wypadku, może nawet wcześniej, Jason stał już przed stackiem Burtona i grał.
Nie dano im żadnego czasu, żeby to poczuć albo przetworzyć. Miesiąc po tym zdarzeniu – może 20 dni po rozsypaniu prochów – grałem już na wzmacniaczu Cliffa. 20 cholera dni. Mieliśmy po 23 lata. Konsekwencje tego, co się stało, jeszcze nawet nie zdążyły przybrać kształtu
Sam Newsted znajdował się w zupełnie innym miejscu psychicznie. Był jednocześnie najszczęśliwszym człowiekiem w pokoju – i doskonale o tym wiedział.
Byłem najszczęśliwszym człowiekiem, najbardziej rozentuzjazmowaną osobą, u szczytu tego świata, w którym chciałem żyć, w tym metalowym mikrokosmosie. Zasłużyłem sobie na tę szansę – na tę ostateczną rolę, której poświęciłem całe swoje życie
Trzymanie tej radości w ryzach, gdy wokół panowała żałoba, okazało się jednym z najtrudniejszych wyzwań w jego karierze.
Trzymałem głowę wysoko. Ale nie było to łatwe
Newsted przyznał też, że w tamtych tygodniach jego nowi koledzy szukali ulgi w substancjach, po które wcześniej nigdy nie sięgali.
Wiem, że w tamtych tygodniach chłopaki próbowali rzeczy, których nigdy wcześniej nie próbowali – jeśli chodzi o odurzanie się – żeby się znieczulić, licząc, że może jak się obudzą, okaże się, że to wszystko nie było prawdą. Wiem, że to robili. Myślę, że potem już nie, ale w tamtych tygodniach – tak
Metallica straciła nie tylko kolegę. Straciła kompas
Newsted wskazał na coś, o czym fani często nie myślą w kontekście śmierci Burtona: odejście Cliffa to była nie tylko strata przyjaciela i muzyka, ale też utrata nieformalnego lidera – kogoś, kto nadawał kierunek całej grupie.
Tak jak dziś ludzie mówią, że nic się nie dzieje, jeśli James nie powie – wtedy nic się nie działo, jeśli Cliff nie powiedział. Oni przestawiali całe swoje życie w każdej cholernej sprawie, żeby być przy tym gościu. To mówi wszystko o tym, czym dla nich był
Ta obserwacja rzuca nowe światło na słynne zamieszanie wokół płyty …And Justice for All – albumu, na którym bas Newsteda jest praktycznie niesłyszalny w miksie. Przez lata spekulowano o złośliwości ze strony zespołu. Newsted sam sugeruje, że u źródeł leżał chaos wynikający z nieprzetrawionej żałoby i braku kogoś, kto trzymałby stery.
Można mówić o tym w kółko – o całym tym bagażu, o tym, co ludzie zgadują albo spekulują. Ale właśnie tam trzeba zacząć


